|

strona główna
EUCHARYSTIA
Sakrament miłości i miłosierdzia
Fragmenty publikacji ks. Michała Sopoćko,
MIŁOSIERDZIE BOGA W DZIEŁACH JEGO, tom III (wydanych Rzym-Paryż-Londyn
1962 r.),
oraz listu ks. Michala Sopoćki napisanego 6 VIII 1942 r. w Czarnym Borze,
do pierwszych kandydatek tworzącego się w Wilnie Zgromadzenia.
(Wybór tekstów - s.Teresa Szałkowska ZSJM)
I.
EUCHARYSTIA - SAKRAMENT MIŁOŚCI
''Eucharystia jest przede wszystkim sakramentem miłości.
W nim objawia się miłość Boga
przez ujawnienie nam swojej mądrości, potęgi, dobroci i miłosierdzia.
Jest to ujawnienie mądrości, że Pan Jezus powrócił do Ojca, nie opuszczając
nas, ukrył blask chwały,
dając nam sposobność ćwiczenia się w wierze, ucząc pokory, prostoty i
skromności.
Jest to ujawnienie potęgi w cudzie przeistoczenia na słowo kapłana, w
żywej obecności
na wszystkich ołtarzach i w każdej hostii z osobna, jak i w najmniejszej
jej cząstce.
Jest to ujawnienie dobroci i miłosierdzia Bożego, że nie tylko Chrystus
daje nam swoje łaski, ale samego siebie, aby pozostawać zawsze z nami
i zjednoczyć nas z sobą w celu przemienienia nas w siebie.
Eucharystia jest również wyrazem miłości względem Kościoła,
który posiada zawsze obecnego Oblubieńca, sprawuje władzę nad jego rzeczywistym
ciałem, przechowuje je i pożywa oraz ustawicznie ofiarowuje Bogu. Eucharystia
jest także ujawnieniem miłości względem każdego
z członków Kościoła, których obdarza samym sobą, pragnie być pokarmem
ich życia duchowego, przybierając dlatego postać posiłku, aby się do nas
zbliżyć, aby wniknąć w zakątki naszego serca, aby nas wywyższyć, pocieszyć,
wzbogacić, dać siebie na zadatek szczęścia przyszłego. Nawet materialne
stworzenie (chleb i wino) wciąga Zbawiciel w zakres swojej miłości, posługując
się nim i czyniąc zeń część składową swego sakramentalnego istnienia,
podnosząc je w Ciele swoim do najwyższej doskonałości. Oto zupełnie nowe
ogniwo, łączące świat materialny z Bogiem.
Eucharystia jest dziełem najwyższej miłości
Pana Jezusa jako człowieka, koroną wszystkich dzieł Jego - jakby wielkim
systemem słonecznym, w którym miłość wszystko porusza, dosięga promieniami
swymi końca wieków i sprowadza wszystkie stworzenia na świetlaną drogę,
wiodącą do Boga.
"A przed świętym
dniem Paschy, Jezus, wiedząc, że nadeszła godzina jego, aby odszedł
z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich, którzy byli na świecie, aż
do końca ich umiłował" (J 13, 1). Zawsze
On z nami zostaje i gotów nas przyjąć na posłuchanie, zawsze się modli
za nami do Ojca Niebieskiego, zawsze rozważa doskonałości Jego, wychwala
w imieniu naszym, wielbi, uniża się; zawsze dziękuje za nas, błaga o przebaczenie
grzechów naszych, zadośćuczyni i wynagradza Mu za nie; zawsze się ofiarowuje
za nas jako Pośrednik
i zasłania nas przed ciosami sprawiedliwości.
(...) Mówimy o miłości Pana Jezusa w Eucharystii
jako człowieka, albowiem Bóg świadczy
nam tu raczej miłosierdzie swoje, gdyż miłość Boga ku ludziom, jak już
zaznaczyliśmy, jest miłosierdziem. Eucharystia jest tedy potwierdzeniem,
treścią i rozszerzeniem tego wszystkiego, co stworzyło nieskończone miłosierdzie
Boże dla ludzi. Przez ten sakrament utrzymuje się ustawiczny stosunek
Boski między niebem, ziemią i czyśćcem. Z jednej strony Zbawiciel
w ofierze Mszy św. oddaje siebie Ojcu Niebieskiemu za ludzkość, a z drugiej
strony Ojciec Niebieski daje nam swego Syna w Komunii Świętej, której
skuteczność rozciąga się na żyjących i umarłych. Żyjącym daje moc, pociechę
i radość, a duszom w czyśćcu cierpiącym przez nasze modlitwy niesie ulgę
i osłodę w cierpieniach''.
(Miłosierdzie Boga w dziełach
Jego, s. 229-231)
II.
EUCHARYSTIA - WYRAZEM NIEZMIERZONEGO
MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
Miłosierdzie Boże jest skłonieniem się
Stwórcy do stworzenia w celu wyprowadzenia
go z nędzy i uzupełnienia braków.
Otóż w Przenajświętszym Sakramencie Ołtarza
Słowo Przedwieczne, "przez które wszystko
się stało", nie tylko się skłania, ale samo siebie oddaje
w najdoskonalszym darze ludziom, oddaje się nieustannie w swej najwyższej
mądrości, potędze i hojności. "Bierzcie
i jedzcie,
to jest Ciało moje" (Mt 26, 26) - powiada Zbawiciel.
Jakież to niezwykłe wyrażenie! Karmić się Bogiem, wcielać
w siebie Boga, stawać się żywym tabernakulum Boga, przyjmować Ciało Jezusa,
które leżało w grobie, umarło na krzyżu, wstąpiło do nieba, siedzi po
prawicy Ojca, gdzie stanowi radość aniołów, chwałę nieba, zachwyt duchów
błogosławionych. Razem z Ciałem jest Jego Krew, Dusza i Bóstwo,
które od niego są nieodłączne.
"To czyńcie na moją pamiątkę" (Łk
22, 19) - to jest bierzcie chleb, mówcie tak jak Ja:
"To jest Ciało moje", a w tejże chwili chleb będzie Moim
Ciałem w rękach wszystkich kapłanów bez wyjątku, bo moc Moich słów jest
niezależna od zasługi tego, kto je wymawia. To będzie Moje Ciało po wszystkie
czasy, po wszystkich miejscach, rozmnożę się na miliony ołtarzy, na miliardy
hostii i cząsteczek, a w każdej będę cały, żywy, obecny z człowieczeństwem
i Bóstwem.
Jakże można wypowiedzieć doskonałość tego miłosiernego
daru i porównywać z darami innymi? Wszystkie inne dary Boże, nawet wszystkie
sakramenty są przemijające,
a Przenajświętszy Sakrament jest nieustannym darem, trwającym w każdej
chwili dnia i nocy, aż do skończenia świata. Zawsze On z nami zostaje
i gotów nas wysłuchać, zawsze się modli
za nas do Ojca Niebieskiego, zawsze rozważa doskonałości Jego, wychwala
je, wielbi, uniża się w imieniu naszym dla oddania chwały Bogu, zawsze
dziękuje za nas, błaga o przebaczenie nam grzechów, wynagradza Mu za nie
i zadośćuczyni, zawsze ofiarowuje się za nas jako Pośrednik przed Ojcem
Niebieskim, by odwrócić ciosy sprawiedliwości i wyjednuje Miłosierdzie.
Kiedy nasza półkula pogrążona jest we śnie, na
drugiej półkuli kapłani trzymają w rękach swoich ofiarę za grzechy świata.
Tym sposobem Ojciec Niebieski ustawicznie ma przed sobą Pośrednika jakby
zawieszonego między niebem a ziemią, zasłaniającego świat grzeszny swymi
ranami, jak to widziała s. Faustyna w zachwyceniu. My o Nim zapominamy,
a On pamięta
o nas, my Go obrażamy, a On się ofiarowuje za nas, my się często smucimy,
a On pociesza
nas, my upadamy pod ciosami pokus, a On wciąż dźwiga nas, umacnia nas
i woła: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy,
którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię" (Mt 11,
28).
Stąd już wnosić możemy, jaki to miłosierny dar ustawiczny
ten Przenajświętszy Sakrament
i jak złe byłoby nasze serce, gdyby to rozważając, nie pobudzało się do
coraz większej miłości
i wdzięczności Panu Jezusowi oraz do coraz lepszego przygotowania się
i godniejszego przyjęcia tego daru w Komunii Świętej. Jest to nieskończony
skarb łask, z którego zawsze możemy czerpać, nie zmniejszając go, z którego
możemy zaspokajać nasze długi
i zaopatrywać nasze i całego świata potrzeby.
(...) Potęga Boża ujawnia się w cudach,
które w Przenajświętszym Sakramencie wciąż się powtarzają: cud przemiany
chleba w istotę ciała Chrystusowego i przemiany wina w istotę Jego krwi;
cud obecności na naszych ołtarzach, nie przestając być obecnym w niebie;
cud obecności swojej całkowitej w każdej hostii, w każdej nawet cząstce;
cud postaci chleba i wina, które się utrzymują bez żadnego ciała, mającego
smak i kolor, cud w tym, że to wszystko dzieje się za wymówieniem kilku
słów przez kapłana przy ołtarzu. Święty Augustyn, rozważając tę potęgę
Bożą objawiającą się w Sakramencie ołtarza, woła:
"Boże, chociaż jesteś
najmędrszym,
nie mogłeś uczynić nic lepszego;
chociaż jesteś wszechmocnym,
nie mogłeś uczynić nic doskonalszego;
chociaż jesteś najbogatszym,
a nie masz nic cudowniejszego
ponad Ten Przenajświętszy Sakrament".
Święty Jan Apostoł w swej Ewangelii od początku mówi
o Słowie Przedwiecznym, które się stało ciałem i zamieszkało między nami,
a zaczynając opowiadanie o Ostatniej Wieczerzy,
na której został ustanowiony Przenajświętszy Sakrament, najpierw przypomina,
że Bóg Ojciec dał w ręce Syna wielką moc i potęgę. Hojność poznajemy po
darze ofiarowanym osobie ukochanej, szczególnie jeżeli jej się nic nie
należy i jeżeli się od niej niczego nie spodziewamy. Od Pana Jezusa nam
się nic nie należy, a On daje nam nie tylko swe łaski,
ale siebie samego. Daje się znowu w taki sposób, że przewraca wszystkie
prawa natury przez najdziwniejsze cuda, poniżając się z miłosierdzia swojego,
poświęcając się dla znoszenia nieuszanowania, zniewag, świętokradztw,
na które jest wystawiony od dnia, w którym ten Przenajświętszy Sakrament
postanowił.
Czego się od nas spodziewał? Wie, że odbierać będzie
od ludzi po największej części obojętność, oziębłość, opuszczenie, niekiedy
nawet najsroższe zniewagi w świętokradztwie,
a jednak z Miłosierdzia na to się zgodził. Przez Sakrament ołtarza utrzymuje
się ustawicznie Boski stosunek ziemi z niebem i czyśćcem. Z jednej strony
Zbawiciel w ofierze Mszy św. oddaje siebie Ojcu Niebieskiemu za ludzkość,
a drugiej strony Ojciec Niebieski daje nam tego Syna
w Komunii Świętej, której skuteczność rozciąga się na żyjących i umarłych.
Żyjącym daje moc, pociechę i radość, a duszom
w czyśćcu cierpiącym przez nasze modlitwy niesie ulgę i osłodę w cierpieniach.
Doświadczenie przekonuje nas o tej prawdzie. Kto daje wytrwałość męczennikom
po więzieniach i obozach koncentracyjnych na Sołowkach
i Stalagach? Kto daje moc dziewicom po szpitalach, na polu bitwy, w niebezpieczeństwach
zarazy i tysiącznych innych? Dusza, która widzi, że Bóg oddaje się pierwszy,
czuje, że słuszną jest rzeczą, aby Mu się także zupełnie oddała. Nie tylko
pragnie tego, ale ma silną wolę, święty zapał, który sprawia, że znajduje
szczęście w ofiarach i moc do przezwyciężania wszelkich przeszkód. Sakrament
Ołtarza nie tylko podnosi duszę nad nią samą, ale zarazem osłabia nieprzyjaciela,
bo - jak mówią Ojcowie Soboru Trydenckiego - zmniejsza ogień namiętności
i uśmierza pożądliwość cielesną.
Jakże smutno byłoby nam bez Przenajświętszego
Sakramentu. W kościołach nic by nie przemawiało do serca (jak np. widzi
się w świątyniach protestantów). Świat byłby wygnaniem, bo nie byłoby
pociechy na cierpienia, światła wśród ciemności i rady w wątpliwościach.
Tymczasem Przenajświętszy Sakrament zmienia wszystko w radość: kościoły
stają się rajem, gdzie znajdujemy przedsmak Ojczyzny i możemy śpiewać
z Psalmistą: "Jak miłe są przybytki
Twoje, Panie zastępów, serce moje i ciało moje rozweseliły się w Bogu
żywym" (Ps 83, 2-3).
Wobec tego jesteśmy szczęśliwi, pomimo klęsk
żywiołowych. Jesteśmy bezpieczni, pomimo niebezpieczeństw jawnych! Jacyśmy
silni, pomimo nieprzyjaciół potężnych! Jacyśmy weseli, pomimo łez płynących
potokiem! Jakaż to chwała i wielkość nasza, pomimo poniżenia
i pogardzania nami! Bóg czyni nam zaszczyt, zstępując z mieszkania swej
chwały, aby nas nawiedzić i być towarzyszem naszego pielgrzymowania. Z
miłosierdzia swego powtarza
to zstępowanie i nawiedzanie codziennie po wszystkich świątyniach - a
jak obecnie i po różnych innych miejscach - czyni się więźniem samotnym,
aby nam dać łatwy do siebie przystęp i wysłuchać prośby nasze. Jakaż to
wielka chwała dla nas!
Przez Przenajświętszy Sakrament ziszcza się obcowanie
świętych na ziemi, w niebie
i w czyśćcu. Jak dwie wielkości równe trzeciej są równe miedzy sobą, tak
wszystkie dusze przyjmujące to samo Ciało Zbawiciela łączą się z sobą,
spajają się we wspólnej miłości jednego Oblubieńca, łączą się najściślej
bez względu na przestrzeń na ziemi i odmienny stan po śmierci. W Nim tedy
łączymy się ze świętymi w niebie i czerpiemy od nich przez Niego pomoc.
W Nim również łączymy się z duszami w czyśćcu i przychodzimy do nich z
pociechą
i ochłodą. "Per ipsem, et cum ipso, et
in ipso" - przez Niego, w Nim i z Nim urzeczywistnia się świętych
obcowanie, które wyznajemy w naszym Credo.
Święci w niebie cieszą się przede wszystkim człowieczeństwem
Chrystusa, które pozostaje
i w Przenajświętszym Sakramencie - Jego najsłodszym Obliczem, z którego
wszelka piękność
i dobroć, i szczęście na nich promienieje, Jego sercem, którego miłosierdzia
doznali na sobie. Cieszą się Jego ranami, w których czytają, jak drogo
ich od zatraty wykupił i podobnie jak rozbitkowie ocaleli - już w porcie,
z radością i wdzięcznością, spotęgowaną przez grozę przebytych niebezpieczeństw
- tulą się do nóg Tego, co się rzucił za nimi w nurty i śpiewają
Mu dzięki, które Jan posłyszał i w Apokalipsie podał: "Godzien
jest Baranek, który był zabity, otrzymać władzę i bóstwo, mądrość i męstwo,
część, chwałę i błogosławieństwo...
Siedzącemu na tronie i Barankowi błogosławieństwo i cześć, chwała i potęga
na wieki wieków" (Ap 5, 12-13).
My, tu na ziemi, również cieszymy się obecnością
tego człowieczeństwa Chrystusa na naszych ołtarzach, a jakkolwiek nie
oglądamy Go bezpośrednio, to przez wiarę uprzytomniamy sobie wszystkie
Jego rysy i doskonałości Bosko-ludzkie i przez Niego łączymy się ze świętymi
w niebie i duszami pozostającymi w czyśćcu pod Jego sprawiedliwością,
wyjednywując
im miłosierdzie. (List z Czarnego Boru, 6 VIII 1942 r.)
III.
OBOWIĄZEK NAJWYŻSZEJ CZCI I MIŁOŚCI
WZGLĘDEM EUCHARYSTII
Im więcej Pan Jezus zniża się w Przenajświętszym
Sakramencie, tym większą winniśmy
Mu cześć okazywać. Ojciec Niebieski dał nam tego przykład, gdy zsyła aniołów
do żłóbka upokorzonego Syna dla uczczenia Króla nad królami i dla ogłoszenia
Jego chwały sąsiednim mieszkańcom. Na brzegach zaś Jordanu otwiera niebiosa
i daje świadectwo z nieba stojącemu wśród grzeszników Najmilszemu Synowi,
w którym sobie upodobał. Gdy zaś tego Syna złość ludzka przybiła do krzyża
i okryła Go największą zniewagą, Ojciec Niebieski sprawia zaćmienie słońca,
wskrzeszenie umarłych, trzęsienie ziemi, wskutek którego skały popękały.
Stąd wynika, jak głęboka winna być cześć nasza wobec upokorzenia Pana
Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie, bo tu się najbardziej uniżył.
W żłóbku miał przynajmniej postać dziecięcia,
na krzyżu zachował kształt człowieka, a tu niczego nie ma, co by okazywało
człowieka, a tym mniej Boga. Słabe postacie przedstawiają się oczom, ale
kryją one blask tej samej wielkości, której promień olśnił Mojżesza na
górze Synaj, a uczniów na górze Tabor. Ta mała cząsteczka na patenie zawiera
Boga nieskończonego, którego niebiosa ogarnąć nie mogą. Jakże to wielkie
upokorzenie, wobec którego wiele dusz świątobliwych (między innymi i s.
Faustyna) widziało zastępy aniołów dla oddawania bezustannej czci utajonemu
Królowi niebios, jak święty Jan Ewangelista widział czterech starców przed
Barankiem.
Stąd możemy wnosić, jakie winno być uszanowanie dla Przenajświętszego
Sakramentu:
tu, gdzie całe niebo drży i hołdy składa, czy godzi się nam stać z umysłem
rozproszonym
i sercem obojętnym, w ubraniu niestosownym i próżność budzącym, niewiastom
z głową nieprzykrytą? Wszak jesteśmy nie tylko poddani przed Panem, ale
winowajcy przed Sędzią, stworzenie przed Stwórcą.
Jesteśmy prochem i popiołem ziemi. Dlatego św.
Teresa często powtarzała w klasztorze: "Siostry
moje, powinniście się zachować przed Najświętszym Sakramentem jak duchy
błogosławione w niebie", a s. Faustyna zawsze klęczała przed
Najświętszym Sakramentem
z rozkrzyżowanymi rękami, o ile tego nikt obcy nie widział. Z takiej czci
zewnętrznej wypływa powiększenie pobożności wewnętrznej, gdyż zewnętrzna
postawa wpływa na skupienie,
a Bóg zaraz to wynagradza i udziela duszy obfitej łaski pobożności i gorliwości.
Z takiej
czci płynie również zbudowanie bliźniego - pewnego rodzaju apostolstwo
względem tych, którzy nas obserwują. Przeciwnie, brak uszanowania w kościele
czy kaplicy, zbytnia swoboda, rozmowy, szepty oziębiają i zmniejszają
pobożność u innych, a niekiedy są nawet przyczyną zachwiania się w wierze.
Drugim obowiązkiem naszym względem Przenajświętszego
Sakramentu jest miłość obecnego tam Pana Jezusa. Ten obowiązek miłości
wypływa z bardzo wielu tytułów. Jest tu obecny Ojciec Miłosierdzia - Bóg
prawdziwy, który nie mniej godzien jest miłości tutaj niż w niebie, gdzie
aniołowie i święci znajdują w tej miłości największą szczęśliwość. Tu
bowiem jest obecny Bóg z Miłosierdzia swojego tak wielkiego, że aniołowie
go nie doświadczyli na sobie
- z Miłosierdzia, którego rozważanie jest najlepszym środkiem obudzenia
miłości.
Jest tu Bóg-Człowiek, najpiękniejszy i najdoskonalszy ze wszystkich synów
ludzkich.
Ta obecność człowieczeństwa Chrystusowego ma dla nas
więcej powabu pod pewnym względem niż w niebie. Tam bowiem nie uwłacza
w niczym swej godności, jest na swoim miejscu u szczytu chwały, jaką otrzymuje
od aniołów i świętych, dla których - jak się rzekło
- to człowieczeństwo jest niewypowiedzianym szczęściem. Ale tu zstępuje
z Miłosierdzia swojego, daje się nawet grzesznikom, którzy Go nie kochają,
pozwala im do siebie mówić, siebie przyjmować, narażony jest na nieuszanowanie,
zniewagi i świętokradztwa.
W niebie jest jako Król na swoim tronie, a tu się staje
ofiarą za grzeszników - za zbuntowanych poddanych - pośrednikiem, który
błaga o miłosierdzie i chroni nas od kar Bożych. Jakże wobec tego jesteśmy
niewdzięczni, jeżeli nie pałamy miłością ku utajonemu Więźniowi eucharystycznemu,
z którym się oswajamy i o którym zapominamy nieraz zupełnie. Czas tedy
skontrolować siebie pod tym względem i naśladować św. Magdalenę de Pazzis,
św. Katarzynę Sieneńską, św. Teresę i inne szlachetne serca, które żyły
miłością wielką dla Przenajświętszego Sakramentu. Miłość winna nadawać
wartość każdej chwili, którą możemy spędzić na adoracji w kościołach,
albo przynajmniej myślą o Przenajświętszym Sakramencie.
(...) Miłość pobudzi do obrania godziny świętej Straży
Honorowej w ciągu dnia czy przynajmniej tygodnia, w czasie której wszystkie
swoje czynności (modlitwy, prace, rozrywki) ofiaruję Więźniowi eucharystycznemu
w celu wynagrodzenia za zniewagi. Miłość sprawia, że wśród największych
zajęć dusza będzie łączyć z Nim aktami strzelistymi, ofiarowywać Mu swoje
cierpienia, upokorzenia, trudy i znoje. Przede wszystkim zaś miłość usposobi
należycie do słuchania Mszy św., w czasie której sprawuje się Przenajświętszy
Sakrament i dokonuje się cudowne przemienienie, pobudzające nas do pracy
nad przemienieniem wewnętrznym - wykorzenieniem swoich wad, niedoskonałości,
i tym bardziej grzechów, i zaszczepieniem
oraz kultywowaniem cnót, potrzebnych i koniecznych do odnowienia obrazu
i podobieństwa Bożego. Dokonać tego potrafimy tylko w łączności z Chrystusem
Panem, którego często przyjmować będziemy godnie w Komunii Świętej.
Trzecim obowiązkiem naszym względem Przenajświętszego
Sakramentu jest częsta i godna Komunia, która wywiera zbawienny wpływ
zarówno na duszę, jak i na ciało. Jakkolwiek grzech pierworodny zostaje
zgładzony w chrzcie św., a grzech uczynkowy w sakramencie pokuty,
w naturze ludzkiej pozostają rany od tych grzechów, jakimi są - rana niewiedzy
w umyśle,
rana słabości i skłonności do złego w woli, rana pożądliwości cielesnej
w namiętnościach
oraz rana przewrotność i nieporządku w całej naturze, w której już nie
ma harmonii między władzami duchowymi i cielesnymi: cielesne wyłamują
się spod władz duchowych,
a te ostatnie spod woli Bożej.
Tej harmonii nikt o własnych siłach nie potrafi przywrócić, jak tego dowodzą
próżne wysiłki stoików i rady współczesnych bezbożnych psychologów. Dokonać
tego może tylko łaska Boża lecznicza, działająca powoli jak lekarstwa.
Ta zaś łaska lecznicza płynie z godnie przyjmowanej często Komunii Świętej,
dlatego Pan Jezus powiedział: "Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił
z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki" (J 6,
51).
Żyć będzie tu na ziemi życiem pełnym, harmonijnym, Bosko-ludzkim, a po
śmierci w chwale wiecznej. "Kto spożywa
moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim" (J 6, 56).
Przez Komunię św. najściślej łączymy się z Panem
Jezusem, [tak] że Bóg mieszka w nas,
a my w Nim, że przemieniamy się w Niego tak, że stajemy się niejako jednym
ciałem i krwią
z Nim; że ten, kto go godnie przyjmuje, jest jakby drugim Chrystusem;
nie żeby Jezus Chrystus przemieniał się w nas, ale my przemieniamy się
w Niego. Przyjmując Go często i godnie, czujemy, że nie godzi się, aby
język, na którym spoczywało Ciało Jezusa, kalał się obmową albo słowami
lekkomyślnymi; żeby ciało, które było żywym cyborium Przenajświętszego
Sakramentu, skażone było najmniejszą nieskromnością; żeby do serca, które
było przybytkiem Bóstwa, miało przystęp to, co nie jest święte i czyste.
Stąd wynika, że Komunia Święta powściąga namiętności,
przytłumia ogień pożądliwości
i w ten sposób powoli leczy naszą niemoc duchową. Niewiasta cierpiąca
na krwotok była pewna, że zostanie uzdrowiona, skoro się tylko dotknie
brzegu szaty Zbawiciela. Cóż dopiero, gdy się nie tylko szaty dotykamy,
ale godnie przyjmujemy Ciało i Krew Pana Jezusa.
Nie można wyrazić słowami, ale trzeba przeżyć i odczuć skutki błogie tej
pszenicy wybranych
i wina rodzącego dziewice (...): "Kto
mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie" (J 6, 57).
To znaczy życie jego nie będzie już życiem ziemskim
i cielesnym, ale życiem Jezusa Chrystusa; naśladować będzie Jego pokorę,
czystość, posłuszeństwo, cichość, ubóstwo i cierpliwość. Będzie mógł z
Pawłem Apostołem powiedzieć: "Już nie
ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus"
(Ga 2, 20). Święty Bernard
zaś powiada: "Jeżeli nie czujesz już tak często napadów gniewu, zazdrości,
nieczystości lub innych występków, dziękuj za to Przenajświętszemu Ciału
Jezusa Chrystusa".
Aby otrzymać te skutki błogie, należy przyjmować
Przenajświętszy Sakrament godnie. Przede wszystkim trzeba do tego należycie
się przygotować, zarówno ze względu na Pana Jezusa,
jak i na samych siebie: na Pana Jezusa, gdyż przyjmujemy do duszy Króla
królów; na samych siebie, gdyż Komunia bez przygotowania należytego staje
się zgubna dla nas. Nie można czytać bez trwogi przypowieści ewangelicznej
o gościu na uczcie bez szaty godowej,
który został wrzucony ze związanymi rękami i nogami w ciemności zewnętrzne
na płacz
i zgrzytanie zębami. Tą szatą godową dla nas ma być łaska uświęcająca,
czyli wolność
od grzechu śmiertelnego i czysta intencja.
Grzechy powszednie, których zresztą bez specjalnej
łaski sami nie unikniemy, nie są przeszkodą same przez się, gdyż Pan Jezus
gładzi je swą obecnością. Natomiast jeżeli są zupełnie dobrowolne, z namysłem
i w złej woli popełniane, jak np. przywiązanie do stworzeń podsycane przez
bliskie dobrowolne okazje, małe kłamstwa świadome, mniejsze gniewy, obmowy
itp., mogą być czasami przeszkodą albo przynajmniej umniejszać, jeżeli
nie pozbawiać, błogich skutków Komunii Świętej. Nadto należy przejąć się
tą wielką myślą: Przygotuję się do Komunii Świętej i w tym celu wszystkie
czynności wieczorne, nocne
i poranne spełniam świątobliwie jako przygotowanie; będę czynić częste
akty miłości Bożej
i pytać siebie: "Kto jest Ten, kto ma
przyjść do mnie i w jakim celu, a kto ja jestem?".
Wreszcie trzeba wzbudzać w sobie pragnienie przyjęcia Pana Jezusa, a gdy
nie czujemy tego, prosić o tę łaskę, ofiarowując w zamian usposobienie
Najświętszej Panny i wszystkich świętych.
Przystępując do Komunii Świętej, trzeba wzbudzić
akt wiary, nadziei, miłości, żalu, pragnienia i zbliżać się z jak największą
pokorą pełną uszanowania (z głową przykrytą), nie tylko ustami, ale świadomie
powtarzać słowa setnika: "Panie, nie
jestem godzien..." (Mt 8, 5)
albo słowa syna marnotrawnego: "Zgrzeszyłem
przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim
synem" (Łk 15, 18). Miłość
pełna ufności będzie uwieńczeniem przygotowania i będzie towarzyszyć temu
aktowi. Czasami tej miłości nie odczuwamy, wówczas prośmy o nią z ufnością:
"Jezu, ufam Tobie!". Zresztą miłość Boga nie polega
na uczuciu, a mieści się w woli i gotowości służenia Mu i poświęceniu
się całkowitym.
Zaraz po Komunii Świętej nie mówmy nic, a w skupieniu
słuchajmy, co Jezus Chrystus mówić będzie do nas w chwili tak drogiej,
i idźmy za pociągiem łaski. Następnie wzbudzajmy akty uwielbienia, podziwu
i miłości. Uniżajmy się przed nieskończoną wielkością Zbawiciela, Ofiarujmy
uwielbienie aniołów i świętych na dopełnienie swoich niegodnych hołdów.
Podziwiajmy Miłosierdzie Boga zstępującego do nędznego stworzenia. Pragnijmy
tylko
do Jezusa należeć, wyrzekając się wszystkiego, co jest na świecie.
Następnie wzbudzajmy akty dziękczynienia za to niewypowiedziane
Miłosierdzie i prośmy,
by sam Zbawiciel podziękował od nas niegodnych Ojcu Niebieskiemu. Prośmy
zatem z prostotą i ufnością, przedstawiając Mu szczerze nasze nędze i
braki rozmaite, potrzeby naszych bliźnich, rodaków rozrzuconych dziś po
świecie i cierpiących; potrzeby nawet wrogów naszych i świata całego.
Jest to chwila, w której można o wszystko prosić i wszystko otrzymać.
Potem możemy ofiarować siebie samych, poświęcając Mu wszystko, co mamy
i czym jesteśmy, aby nami kierował według woli swojej.
Wreszcie czyńmy postanowienia odpowiednie, które powinny
być owocem Komunii Świętej. (...) Skracać ten czas można by tylko w razie
konieczności, ale i wówczas akty wymienione można i trzeba kontynuować
w drodze powrotnej z kościoła czy nawet przy pracy
lub w koniecznej rozmowie z innymi. Do takiego dziękczynienia po Komunii
Świętej przywiązujemy wielką wagę, gdyż tego wymaga religia, wdzięczność
i własny interes,
gdyż w tych chwilach dusza czuje największą słodycz w obcowaniu z Panem
Jezusem.
Wtedy On najchętniej gotów jest oświecić ją, rozgrzać, poruszyć, wtedy
głównie ten sakrament sprawia skutek. Kto zaniedbuje dziękczynienie, ten
stawia przeszkody łasce, ten naśladuje ubogiego, który nie chce czekać
na jałmużnę, jaką mu bogaty ma zamiar podać.
Komunia bez przygotowania i dziękczynienia należytego
nie tylko jest bezskuteczna,
ale czasami szkodliwa, powodująca zawinioną oziębłość duszy. Wówczas przyjmujący
nie poprawia się z wad, nie czyni postępów w cnocie, nadużywa łask Bożych,
za które
czeka odpowiedzialność. Dla takiej duszy religia nie ma już nic, co by
ją poruszyć mogło,
staje się zimna jak marmur, nieczuła jak kamień, twarda jak skała.
Taki człowiek nie umartwia się w niczym, szuka pociechy w stworzeniach,
nie myśli o swoim uświątobliwieniu i skłonny jest do upadku.
"Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący,
ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust" (Ap 3, 15-16) - mówi
Duch Święty
w Apokalipsie.
Obecnie wiele osób zostaje pozbawionych Komunii Świętej
w miejscach odległych
od kościołów i kapłanów, np. w więzieniach, przy pracy na wakacjach itp.
Mimo to może korzystać z błogich skutków wyżej wymienionych przez przyjmowanie
Komunii duchowej. Komunia duchowa polega na gorącym pragnieniu przyjęcia
Pana Jezusa z pobudki miłości napełniającej serce. Ta Komunia pragnienia,
zwana Komunią duchową, jest niezmiernie pożyteczna dla duszy, gdyż wzbudza
w niej pociąg do rzeczy Boskich i do życia doskonałego, daje moc do ćwiczenia
się cnotach i przynosi niekiedy więcej korzyści niż Komunia sakramentalna
przyjęta z mniejszą miłością. Nadto ma tę samą korzyść, że można przyjmować
ją codziennie w każdej chwili dnia i nocy, w każdym miejscu, a szczególnie
przy nawiedzeniu Przenajświętszego Sakramentu.
Sposób przyjęcia duchowej Komunii jest następujący:
W danej chwili skupiamy się i przenosimy się przed tabernakulum z Przenajświętszym
Sakramentem. Wzbudzamy akt wiary, nadziei, miłości i żalu, uwielbienia
i pragnienia. Wyobrażamy sobie, że kapłan podaje nam Przenajświętszy Sakrament.
Przyjmujemy w duchu z wielką pokorą i uszanowaniem oraz miłością ufną,
a następnie odprawiamy dziękczynienie
jak po Komunii sakramentalnej. Właśnie w czasie takiej Komunii duchowej
s. Faustyny anioł Pański trzynaście razy zasilał ją sakramentalnie w chorobie,
zaznaczając przez to, jak miła jest Bogu ta praktyka, którą służebniczki
Miłosierdzia Bożego będą stosować i zachęcać inne dusze dobrej woli ku
temu.
Nawiedzenie Przenajświętszego Sakramentu jest
naszym czwartym obowiązkiem względem Więźnia eucharystycznego. Gdyby Jezus
przebywał widocznie w jednym tylko miejscu na świecie, jak dawniej w Judei,
gdzie by rozmawiał poufale z tymi, którzy Go odwiedzają, uważalibyśmy
pewnie za obowiązek i za szczęście iść do Niego. A gdyby osiadł widomie
między nami w mieście i powiedział: "Chodźcie
do Mmnie, mam przyjemność w rozmowie
z wami", na pewno wówczas uważalibyśmy za godnego nagany,
kto by do Zbawiciela
nie poszedł. Ale wszak wiara nam mówi, że w każdym Przenajświętszym Sakramencie
mamy tego samego Jezusa, do którego z daleka przybyli Mędrcy, by Mu się
pokłonić, któremu się kłaniają wszyscy aniołowie (Hbr 1, 6), który zaprasza
nas: "Przyjdźcie do mnie wszyscy"
(Mt 11, 28), "Proście, a będzie wam dane" (Mt 7, 7), "Skarby
moje są nieprzebrane...",
"Tu otrzymacie łaski nie tylko dla siebie, ale i najbliższych sobie,
i dla dusz czyśćcowych,
i dla świata całego". Kościół ku tej praktyce bardzo zachęca,
udzielając za każdy raz dziesięć lat odpustu, który można ofiarować za
dusze zmarłych.
Sposób nawiedzenia Pana Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie
może być rozmaity,
ale zawsze winna być pobożność zewnętrzna i wewnętrzna. Pierwsza jest
warunkiem koniecznym drugiej, która znowu jest warunkiem korzyści nawiedzenia.
Wpierw winniśmy się skupić i wzbudzić radość, że możemy chwilkę spędzić
w towarzystwie Pana Jezusa. Następnie oddajmy cześć zewnętrzną i złóżmy
wewnętrzny hołd uwielbienia. Potem mówmy do Jezusa z prostotą, co serce
nam poda, wyrażając radość lub smutek, troski
i potrzeby. A jeżeli nie wiemy, co mamy powiedzieć, wyznajmy to z prostotą,
upokorzmy się przed Nim w swej nędzy, przedstawmy Mu swe prośby, jak żebrak
u nóg bogacza,
swe potrzeby, potrzeby Kościoła, Ojczyzny, narodu, bliźnich, wrogów.
Przejdźmy potem do rozważania życia Zbawiciela w Przenajświętszym
Sakramencie, czci, jaką oddaje Ojcu swemu, miłosierdzia, cichości i cierpliwości
względem ludzi, Jego pokory, ubóstwa i umartwienia; uczyńmy postanowienie
żyć według tych wzniosłych przykładów. Odchodząc, zostawmy swe serce w
cyborium, a czuwajmy nad zmysłami, by przez rozproszenie nie utracić łask
otrzymanych.
Jeżeli czas pozwoli, odmówmy cząstkę Różańca, przez co uzyskamy odpust
zupełny.
Pełniąc obowiązki wymienione względem Przenajświętszego Sakramentu, służebniczki
Miłosierdzia Bożego będą się stawały coraz doskonalsze, dokonując wewnątrz
duszy przemiany, do której nagli Pan Jezus w swym przemienieniu w każdej
Mszy św.
Tego Wam życzę i o to się modlę ustawicznie".
Oddany w Bogu ks. Michał.
(List z Czarnego Boru, 6 VIII 1942 r.)

DALEJ
>> XXXII rozważania o Miłosierdziu Bożym - teksty ks. dr Sopoćki
<<
spis treści
www.faustyna.eu
do góry
Prawa autorskie zastrzeżone © Zgromadzenie Sióstr Jezusa
Miłosiernego
Kopiowanie tekstów i obrazu Jezusa Miłosiernego dozwolone wyłącznie
z podaniem pełnej nazwy źródła pochodzenia lub aktywnym linkiem do strony www.faustyna.eu |