|

strona główna
REKOLEKCJE
Z KS. MICHAŁEM SOPOĆKO
Opracowane na podstawie publikacji ks.
dr Michała Sopoćki
(wybór tekstów s. Dominika Steć ZSJM)
część I
1. O ŁASKACH REKOLEKCJI
2. SŁUŻBA BOŻA
3. STAN ZAKONNY
4. MODLITWA (JEJ POTRZEBA I CECHY)
5. MODLITWA JAKO DAR DUCHA ŚWIĘTEGO
6. MODLITWA JAKO DAR SERCA
7. MODLITWA JAKO DAR WOLI
8. CZY BÓG MNIE KOCHA?
9. CZY JA KOCHAM BOGA?
10. MIŁOŚĆ PRZEBACZENIA (MIŁOSIERDZIA)
11. EUCHARYSTIA - UŚWIĘCENIE ZAKONNICY
12. JEZUS W EUCHARYSTII WZOREM TRZECH ŚLUBÓW
13. REGUŁA JAKO ŚWIĘTOŚĆ ZAKONNICY
14. ŚLUBY ZAKONNE
15. ŻYCIE UKRYTE - PRACA
16. O POKOJU DUSZY I ROZPOZNAWANIU DUCHÓW
17. O MIŁOŚCI SIOSTRZANEJ
18. WYBÓR APOSTOŁÓW
19. PRACA APOSTOLSKA
20. O KRÓLESTWIE CHRYSTUSOWYM
21. POD SZTANDAREM CHRYSTUSA
22. ZNACZENIE REKOLEKCJI
23. CICHOŚĆ
24. ZA CHRYSTUSEM
O ŁASKACH REKOLEKCJI
O
łaskach z rekolekcji wypływających dla dusz zakonnych.
Bądźcie doskonałymi,
jako i Ojciec wasz Niebieski doskonałym jest (Mt 5,48).
Oto w kilku słowach cała treść Ewangelii - cel przyjścia na świat Jezusa
Chrystusa - koniec życia ludzkiego - cel, do którego zawsze winniśmy dążyć.
Wszystko na tym świecie ma swój koniec. Tylko doskonałość nie ma końca,
gdyż jest cząstką świętości Boga, który jest nieskończenie święty. Wielka
jest trudność dojścia do świętości tym, którzy są pozostawieni sami sobie,
zagrzebani w pracy i wypełnianiu obowiązków stanu: prawie zawsze zbaczają
z drogi przeznaczenia. Natomiast szczęśliwi są ci, których Bóg ze swego
miłosierdzia powołuje do życia zakonnego, odrywając od świata, wskazując
drogę pewną, dając środki doświadczone
i skuteczne, używając wszelkich źródeł najczynniejszej miłości, aby ułatwić
im udoskonalenie się i uświęcenie.
W życiu zakonnym mamy czas czuwania nad duszą:
nie lękamy się przerwać żadnego zajęcia
- opuszczenia najlepszej pracy, byle tylko mieć czas wejścia w siebie,
zastanowienia się nad sobą i swoim zbawieniem. Jest to łaska rekolekcji
- odrodzenia, by sumienie oczyścić z rdzy duchowej, której na imię rutyna,
a która osiada na duszy jak mięczaki na bokach okrętu, obciążając ją i
opóźniając postęp i jej polot ku Bogu. Rekolekcje dają trzy główne sposoby
odnowienia wewnętrznego:
I. OCZYSZCZAJĄ
duszę z grzechu i przyzwyczajenia ku niemu. Postępujesz gościńcem, którym
wiatr unosi brudzący kurz, osiadający na nas nawet bez naszej wiedzy.
Wprawdzie rachunek sumienia codziennie go usuwa, ale w duszy kryją się
grzechy zastarzałe, powszednie mimo codziennego rachunku sumienia. Zapominamy
o nich nawet przy spowiedzi, nie usuwamy
ich przez sakramentalia, wskutek tego przechodzą one w zwyczaj, nie rażąc
nas i stając się
jak gdyby naszą cząstką.
Im więcej życie nasze jest zewnętrznie regularne, tym więcej wystawieni
jesteśmy na trwanie
w grzechach powszednich, które przeszły w nasz nałóg. Badajmy tedy w czasie
tych ćwiczeń siebie, a znajdziemy w sobie pewne nawyki, niedbalstwa, schlebiania
miłości własnej,
wybryków szorstkiego charakteru, niepowściągliwości języka, które tak
są w nas zakorzenione,
że ustawicznie w nie wpadamy z wszelką łatwością przy każdej sposobności.
Stały się
one potrzebą życia. Nie znając źródła, nie sposób się ich pozbyć.
Otóż rekolekcje przynoszą żywe światło, odkrywają
głąb serca, wskazują przyczyny zastoju, pozwalają wyciąć zło z korzenia
i pozbyć się jego pod wpływem światła Bożego.
Dla nieba potrzebna czystość, która starczy za wszystko. Trzeba tedy zagłębiać
się, badać siebie, jak uczony bada wymoczki przez lupę w wodzie. Badanie
powinno być poważne, szczere i surowe w prostocie, miłości i dziecięcej
pobożności.
Jak w godzinę śmierci nie myślimy o naszych zasługach
i cnotach, ale pytamy siebie,
czy jesteśmy czystymi, tak w czasie tych rekolekcji trzeba spojrzeć na
swoją szatę godową
- na miłość Bożą, czego ona jeszcze żąda ode mnie, co ona może wyrzuca,
jakie wady i nałogi, czy daleko jeszcze stoję wobec mego Pana i Stwórcy,
do którego mam iść krokiem szybkim
i stałym.
II. ODNOWIENIE
się w duchu gorliwości - oto druga łaska rekolekcji. Jak ogień żarzący
się najpiękniejszym blaskiem bez podsycania sam się trawi i gaśnie, jak
żołnierz nuży się nawet zwyciężając, tak trawi się i nuży dusza sama w
drodze do doskonałości. Trzeba dać jej czas
na spoczynek, aby zaczerpnąć nowych sił. (Szczególnie potrzeba spoczynku
w życiu czynnym, gdzie dusza więcej się wyczerpuje spełniając uczynki
miłosierdzia. Jeżeli z ich powodu zaniedba się w ćwiczeniach, np. przez
tydzień, łatwo podlega oziębłości, a często nawet
i upada). Jesteśmy bowiem tylko zbiornikami i nie bardzo nawet głębokimi.
Nie mamy w sobie źródła i jeżeli chcemy udzielać się innym, trzeba czerpać
gdzie indziej, inaczej możemy wkrótce wyschnąć. (Szczególnie kto wiele
daje innym, winien wprzód sam posiadać, gdyż z próżnego nic się nie naleje,
- winien sam wprzód stać się świętym, uczcić Boga w sobie, a potem uświęcać
innych i uwielbiać Go w drugich). Sam Zbawiciel wprzód długo się modlił,
zanim poszedł spełniać swe posłannictwo.
Apostołowie również nim się rozeszli po świecie długo
trwali na modlitwie. Uważajmy tedy pilnie, by zamiast używać tylko procentu
od kapitału, nie naruszać jego samego, gdyż inaczej staniemy się ruiną
duchowną. Czy panujemy tedy nad swą pracą, czy mamy umysł wzniesiony ponad
sprawy doczesnych zatrudnień, czy dajemy się od nich oderwać miłością
Boga, czy to życie nasze płynie pod okiem i panowaniem łaski Jezusa Chrystusa?
Im większe spełniamy czyny, tym więcej mamy skupiać się w sobie, badać
swe serce i zgłębiać jego uczucia.
Nie mówię, by się z upodobaniem wpatrywać w swe cnoty i wyliczać swoje
zasługi, ale obawa przed tym upodobaniem nie powinna przeszkadzać w badaniu
siebie i zdawaniu ścisłego rachunku ze stanu swej duszy, czy jej władze
panują nad namiętnościami, czy zwyciężają trudności do posiadania Boga.
Jeżeli tak i jesteś już Serafinem, leć do Pana, ale przeważnie,
jakże jesteśmy od tego dalecy.
III. Wreszcie REKOLEKCJE
GOTUJĄ ŁASKĘ większą nad wszystkie inne - PRZEBYWANIA
Z BOGIEM - wspólnie jakby w rodzinie, w gronie sióstr zgromadzonych
razem wokoło Ojca swego. Zakonnica czyniąca profesję spełnia akt wyniszczenia
się z miłości ku Bogu.
Jej zwykłe widoki na przyszłość, to ofiara, walka i śmierć na szczycie
Kalwarii. Wszystko
tu jest ciemne i zasmucające, bo rodzi zawsze nowe usiłowania, nowe trudy.
Otóż rekolekcje dają nam czas i łaskę przebywania razem z Bogiem. Wszystkie
się tu zewsząd zbieracie,
a rekolekcje dadzą wam uczuć słodycz miłości siostrzanej, która zadzierzgnie
nowe więzy ściślejsze i serdeczniejsze.
Oprócz tedy łask osobistych, tu zakonnica otrzymuje łaski wspólne: jako
wybrana oblubienica Chrystusa otrzymuje od Niego pomoce, aby się uświęcić
osobiście, a jako członek zgromadzenia, które Bóg w swych zamiarach utworzył,
otrzymuje łaski nowe, które spływają
na nią, jak i na wszystkie za pośrednictwem przełożonej. Łaski ulegają
porządkowi hierarchicznemu, naznaczonemu od Boga: spływają od pierwszorzędnej
głowy Jezusa Chrystusa i Papieża na głowy drugorzędne - biskupów i przełożonych,
którzy je rozlewają
w członki swych wiernych. (Tak Duch Święty zstąpił naprzód na Maryję -
najobfitsze źródło łaski po Jezusie, aby potem napełniać Apostołów). Tak
i teraz łaski zstępują przez papieża
na przełożonych, aby stamtąd spływać na wszystkie członki ciała. Jest
tedy jedność ducha oparta na jedności łaski.
Rekolekcje łączą w doskonały związek, aby otrzymać
i utrzymać ducha powołania, łaski zakonne tego zgromadzenia, które was
połączą i zbliżą razem do Przełożonej i złączą was
z nią bezpośrednio. Nie wystarczy tylko widzieć w przełożonej zastępczynię
Jezusa Chrystusa
i słuchać jej z tej pobudki, ale nadto trzeba wierzyć w specjalną łaskę
jej daną, to jest w tę władzę udzielania łask całemu ciału, które winno
dać jej w zamian jedność ducha, stanowiącą jej siłę i świętość w zgromadzeniu.
W tym to zjednoczeniu - dziatki, około macierzystego stołu Bóg udziela
się każdej z was z dobrocią i słodyczą, z miłością i tkliwością, a te
rekolekcje staną się świadkami tej miłości. Wyjdziemy z nich umocnione
i gotowe do powrotu z zapałem
do codziennych swych obowiązków, jeżeli zasmakujemy w Bogu, a On nas będzie
pieścił
jak matka swe dzieci w tkliwości.
Niestety, często lękamy się dobroci Bożej, lękamy się
zasmakować w Miłosierdziu Bożym, zanurzyć się w Nim i zatopić. Chętnie
pragniemy widzieć świętość, prawdę, nawet Miłosierdzie Boże z daleka,
by mieć czas wymknięcia się Jemu i nie pozwolenia Mu schwycić nas, gdyż
lękamy się wyrzeczenia się siebie, by jeszcze należeć trochę do świata
i zadawalać się naszą miłością własną. Ale Bóg w dobroci i w niewysłowionej
łaskawości przyciska nas do serca
i daje nam skosztować swej miłości w doskonałym zjednoczeniu. Jeżeli raz
on podbije nas swą dobrocią i pozwoli nam wylać się i wynurzyć we łzach
miłości i wdzięczności, to już więcej nie należymy do siebie, bo schwytani
w sidła Jego miłości nie możemy się z nich wydostać
i dlatego bezwarunkowo poddajemy się Jego woli.
Miłość daje nam skrzydła, rozpala wolę, zdobywa wzajemność.
Dlatego pozwólmy upoić się Jego tkliwością, dajmy się porwać Jego miłością.
Oddajmy się pod opiekę Maryi, Ona jest Matką dusz wewnętrznych, Ona rozsądza
tajemnymi skarbami dobroci Jezusowej. Niechże
da ci zakosztować ich w obfitości, niech ci da światło poznania siebie
samej, światło czyste, zdrowe i żywe, które by zdołało rozniecić ogień
w sercu i rozpalić płomień dobrej woli.
SŁUŻBA
BOŻA
Winniśmy służyć Bogu, bo jesteśmy stworzeniem
i własnością Jego. Chociaż Bóg daje nam wolność, nie wyrzeka się przez
to praw, jakie ma do nas: my do niego należymy, jesteśmy własnością Jego,
a jeżeli próbujemy oderwać się od Niego przez nieposłuszeństwo, które
jest prawdziwą kradzieżą dobra Bożego, zaprzeczeniem praw i wojną. Bóg
musi wtedy utwierdzić swe prawa własności przez kary. Gdyby pozostawił
bunt nieukaranym, przestałby być Bogiem.
Nic Bóg nie czyni bez celu, jeżeli tedy dał nam rozum, wolę i serce, chciał
przez to uczynić
nas zdolnymi do poznania Go, służenia Mu i kochania Go.
Jakiż to wielki zaszczyt dla nas, jaka niezmierna
łaska - świadectwo nieskończonej Jego łaskawości, że Bóg raczył uczynić
nas zdolnymi kochania i przyjąć miłość naszą. Miłość wypływa z wysoka,
jak wody z gór i ze źródeł, i zobowiązuje obie strony do wzajemności
i równości. Ale Bóg nie może być nam równy. Jego miłość jest zawsze uprzedzająca.
On tego chce i pragnie, byśmy Go kochali, a wtedy wzajemnością się nam
odpłaca. Nie zawaha się iść drogą miłosierdzia przez wcielenie, aby się
Słowo stało bratem naszym, równym nam we wszystkim oprócz grzechu. Zniżając
się podnosi nas do siebie, także kocha nas w Jezusie
i możemy Go kochać nieskończenie.
Nie możemy kochać nie znając Go, a ta znajomość rodzi konieczność służenia
Mu, bo nam pokazuje Go jako Pana i Mistrza: stawia nas w rzędziestworzeń,
które Mu są winne wszystko,
co posiadają i wszystko, czym są. Konieczność tedy służenia Mu wypływa
z poznania Go
i kochania, jako skutek z przyczyny. Ale jak służyć mu tak, jak na to
zasługuje, jakie uczucia ożywiać nas winny, aby Mu służyć dobrze?
Powinność służenia Bogu wypływa z prawa sprawiedliwości,
które winno stać ponad wszystkimi osobistymi pragnieniami naszymi. Najpierw
prawo Boże - Dekalog, potem prawo kościelne, następnie społeczne, narodowe
- oto świadectwo wyraźnej woli Bożej, które winno stać ponad wszystkimi
zobowiązaniami nadobowiązkowymi, któreśmy sami naznaczyli. Niestety, często
pod pozorem, że zrobimy coś więcej, niż prawo od nas wymaga, wysilamy
się ponad to, co było przepisane, a w rzeczy samej opuszczamy obowiązek
i gwałcimy prawo, grzeszymy przeciw prawu sprawiedliwości.
Pierwszą tedy podstawą - skałą życia zakonnego będzie przestrzeganie prawa
sprawiedliwości, bo życie zakonne zachęcając do pełnienia rad ewangelicznych
nie uwalnia od prawa powszechnego. Mnożą się powinności razem z łaską,
która pobudza do zachowania rad,
ale i praw zaniedbywać nie wolno.
Bóg w miłosierdziu swym obiecał nagrodę
za pełnienie sprawiedliwości, która nakazuje,
byśmy Jemu dla Niego służyli bez zapłaty. Dając nam uczucie miłości, pomnaża
w nas dowody swego miłosierdzia, pozwalając nam zbierać zasługi i wieńcząc
je przez sprawy, które łaska sprawia. Umiłowani tedy i uprzedzeni uczyńmy
dla Boga to, co byśmy chyba uczynili dla ludzi, nie przekładajmy szatana
ponad służbę Bożą - próżności ponad dobro najwyższe.
Nasza własna sprawa i interes wymaga służby Bożej,
w której wszystko możemy zyskać.
Mógł Bóg żądać od nas służby bezwzględnej bez żadnej nagrody, a tymczasem
w dobroci swej chce, by służba u Niego była korzystną dla nas i byśmy
służąc Mu więcej pracowali dla siebie,
niż dla Niego. Razem z rozkazami daje nam nadprzyrodzoną pomoc, podnosi
nas i wspomaga wrodzoną naszą nieudolność, czyni nas szczęśliwymi i na
tym świecie i na tamtym: tutaj spokój zapewnia i szczęście, a potem szczęście
wieczne bez końca. Służba więcej nam przynosi korzyści, niż Bogu, a mimo
to nawet dla własnego interesu służyć Mu nie chcemy. Pragniemy koniecznie
używać wolności, a pogardzamy obietnicami nagrody. Ubiegamy się, aby otrzymać
urząd, godność, wysokie znaczenie, a nie chcemy kroku zrobić dla Królestwa
Bożego.
Cóż za zaślepienie niewdzięczności!
Trzeba służyć Bogu z miłością nie dla
interesu. On jest Ojcem naszym służmy Mu tedy
z poświęceniem jak dzieci, bez wyrachowania i oczekiwania, lecz z potrzeby
serca, oddając miłość za miłość. Czyż dzieci żądają zapłaty za oddawane
usługi rodzicom: pragną tylko kochać i poświęcać się z wdzięczności.
Spotkałem na wojnie żołnierza, który za pieniądze potrzebne na utrzymanie
rodziców sprzedał siebie, czyli zgodził się zastąpić na wojnie pewnego bogatego
pana, uważając, że tylko spełnia powinność. A czyż my nie uczynimy tego
dla Boga? I czyż ten Ojciec nie ma nas pobudzić
do wspaniałomyślnej i bezinteresownej miłości? Może powie kto, że opuścił
wszystko dla Boga, ale czyś rzeczywiście wszystkiego się wyrzekła? Służmy
Bogu, bo to rzecz sprawiedliwa; mamy wiele do zadośćuczynienienia; im więcej
było obrazy, tym ściślej trzeba teraz zachowywać prawa Jego. Służmy Mu we
własnym interesie, przynajmniej tak, jak przedtem sobie.
Służmy z miłości jako Ojcu, Przyjacielowi, Zbawcy, abyśmy choć w części
wywdzięczyli się Mu
za miłość nieskończoną, jaką nam okazał i jaką obsypuje nas codziennie.
STAN
ZAKONNY
Stan zakonny jest stanem doskonałości w Kościele
jako kapłaństwo. Kapłaństwo wyobraża doskonałość nabytą, a stan zakonny
dąży ku niej wyłącznie środkami próbowanymi.
Życie zakonne jest łaską zapewniającą nam bezpieczeństwo i miłosierdzie.
Jest to łaska największa z miłosierdzia. Pan Jezus widzi duszę biedną i
słabą, otoczoną nieprzyjaciółmi,
przed którymi nie potrafi się bronić i niezawodnie upadnie. Powołując ją
do życia zakonnego zamyka ją w warowni, gdzie uniknie wielkich walk na otwartym
polu; tam otacza ją łaską
i światłem, doświadczeniem i zbawiennymi środkami. Życie tedy zakonne jest
przywilejem Bożym dla dusz. Jeżeli kiedy piłaś truciznę świata, jeżeli dałaś
się oplątać w sidła próżności
i grzechu, jeżeli słowem doświadczyłaś swej słabości i zważyłaś do czego
zdolną jesteś, uznasz jak wielką jest łaska, która cię powołała do zakonu.
Za mało myślimy o tej łasce, a trzeba się jej chwycić jak deski zbawienia,
której nigdy nie potrafimy należycie ocenić.
Niekiedy sądzimy, że zostając zakonnicą spełniliśmy
czyn heroiczny i mamy już przez
to samo wielką zasługę. Tymczasem otrzymujemy sto razy więcej, niż daliśmy.
Otrzymujemy tedy wszystkie korzyści, które zawdzięczamy jedynie Miłosierdziu
Bożemu. Inni walczą,
a ty wygrywasz, inni tobie służą, a ty odpoczywasz. Zgromadzenie, którego
jesteś członkiem, jego przełożona i inne członki, jego łaski, jego cnoty,
jego świętość, doświadczenie i wola Boża w nim spełniona - wszystko tobie
jest oddane i używasz tego, jakby twojej własności.
Biada duszy, któraby sądziła, że jej Zgromadzenie winno wiele, iż do niego
wstąpiła, i która
by siebie miała za cel prac, które spełnia. To, co dajemy niczym jest
w porównaniu z tym,
co otrzymujemy. Winniśmy kochać Zgromadzanie nasze, z wdzięcznością i
bezustannie dziękować Bogu za Miłosierdzie, jakie okazał nam powołując
nas do niego.
Życie zakonne to łaska wyłącznej miłości wyboru,
łaska nadzwyczajna. Do uczniów swoich, których wybrał, powiedział Pan:
"Sprzedajcie wszystko, co macie i pójdźcie
za mną".
Wszystkie sposoby życia zakonnego zmierzają do wzniosłego jego końca;
wszystkie jego łaski są skuteczne - nadzwyczajne, prowadzące do świętości
wysokiej, niezwykłej. Trzeba tedy stać się świętą- inaczej staniemy się
zupełnie niewierne. Co ważniejsze: są to wszystkie środki pewne i doświadczone,
jakich używali święci i uświęcili się przez wierne ich używanie.
Droga jasna jest nam wskazana. Wiedzie nas po
niej Bóg lub Jego Aniołowie, jak Izraelitów na pustyni. Mówi Bóg do nas
przez prawo swoje, przez regułę, przez przełożonych i natchnienie. Żydzi
chcieli mieć królów zamiast sędziów w imieniu Boga i to było ich zgubą,
że nie zostali pod bezpośrednim kierownictwem Boga. Używajmy tego kierownictwa
w życiu zakonnym, ceńmy tę łaskę, gdyż jej na świecie nie ma. Nadto każda
z łask siostrom udzielanych, które się wzajemnie wspierają, wzmacniają
swe siły przez cnoty i zasługi sióstr innych.
Wreszcie życie zakonne jest to łaska szczególnego
zaszczytu, jaki nam czyni Jezus Chrystus. Zakonnica jest względem Pana
tym, czym są względem papieża kardynałowie. To są krewni Pana Jezusa.
Im to powierza Ojciec Niebieski swego Syna i Maryję, w ich ręce składa
zbawienie dusz, zbawienie świata, polecając stać się ofiarą w tym celu.
Pan Bóg stwarza zakonnych Apostołów i wodzów, wychowawców biednych dziatek,
abyś je zbawiła, zachowała i wychowała - daje tedy największe posłannictwo
- nawracanie z drogi grzechu dusz odkupionych. Łaska powołania jest tym
większa, że przyszła w początkach powstawania twego Zgromadzenia. Nie
będziesz miała tyle chwały tutaj, jak ci, co przyjdą później, ale będziesz
miała więcej zasługi u Boga, gdyż następcy będą żyć z owocu twej pracy
i poświęcenia twojego. Dlatego masz żyć czystą miłością Bożą, gdyż Kalwaria
więcej waży niż Tabor.
Jeżeli
w tym Zgromadzeniu są jeszcze rzeczy niepewne, projektowane i mało zalecane,
nierozgłośnione, wymagające poświęcenia i zaparcia - mimo to kochaj je.
Będzie to zaszczytem dla ciebie, że byłaś niczym, że działałaś w cichości
i że służyłaś Bogu i dziełu temu w trudnych początkach powstającego Zgromadzenia.
Tylko przez maluczkich świat odrodzony zostanie. Dlatego Pan ukazuje się
w Najświętszym Sakramencie ukryty i działa w ukryciu
i przez ludzi ukrytych.
Ci zaś, co stoją na czele nauki i wiedzy, towarzyskich i politycznych stosunków,
najczęściej
są sparaliżowani przez racjonalizm, obojętność, a nawet może występek. Z
drugiej strony nienawiść niższych, którzy cierpią bez Boga, grozi zniszczeniem
wszystkiemu. W strasznym pożarze złych żądz ludzkich trzeba gasić tę nienawiść,
kształcić na nowo to błoto narodów
i tchnąć weń ducha Jezusa Chrystusa; trzeba zwrócić biednych do Boga i Bogu
oddać biednych, szukać maluczkich i dać im Chrystusa, ich brata, ich Ojca,
ich Zbawiciela.
MODLITWA (JEJ POTRZEBA I CECHY)
Trzeba zawsze się modlić. Modlitwa nieustanna
- przyzwyczajenie do modlitwy potrzebne jest każdemu chrześcijaninowi.
Wszyscy otrzymali dar jej przez chrzest święty. Duch Święty daje nam natchnienie,
byśmy wołali do Boga, Abba- Pater. Jest to dar, łaska i potęga, która
się mieści w głębi każdej cnoty, której bez modlitwy uzyskać nie można.
Prorok dziękuje Bogu,
że wśród ucisków i smutków pozostawił mu jeszcze dar modlitwy: "Błogosławiony
Bóg,
który nie usunął modlitwy mojej i miłosierdzia swego ode mnie" (Ps
66,20), gdyż modlić się
i otrzymywać miłosierdzie, jest to samo, co posiadać serce Boga i zbawienie
duszy.
Trzeba modlić się z dziecięcą ufnością, która
nam każe udawać się do Boga jak do Ojca, który nigdy nie odmawia. Jest
to dar Ducha Świętego, który cenić mamy i starać się o utrzymanie Go.
Z łaską bowiem jest tak, jak z dzieckiem w porządku naturalnym. Potrzebą
dziecięcia jest prosić matkę, udawać się do niej ze wszystkim czego potrzebuje,
a czynić to z ufnością, która jest znakiem miłości. Jeżeli dziecko o nic
nie prosi, oznacza to, że nie kocha swej matki.
Cóż uczyni Pan z łaskami, których ma pełne ręce,
jeżeli o nie prosić nie będziemy.
Trzeba zmusić dobroć Bożą do działania, skłonić miłosierdzie Boże do czynnego
zajęcia się rozdawaniem łask, prosząc o nie z ufnością; trzeba iść do
Boga z nędzami naszymi,
gdyż wobec Boga nigdy nie możemy być dosyć pokornymi. Zarazem pamiętajmy,
że chociaż grzesznicy, jesteśmy dziećmi Ojca, uderzajmy tedy w ten tytuł,
który się Bogu podoba. Wówczas zamiast wpatrywania się w nędze nasze,
modlitwa będzie walką miłości.
Trzeba się modlić z prostotą, przedstawiać się
taką, jaką jesteś, ze zdolnościami i środkami,
jakich ci Bóg udzielił. Stan zakonny, to zawód modlitwy, w którym trzeba
się doskonalić,
jak ludzie światowi w swoich zawodach: ciągłe czynią wynalazki, skracają
czas potrzebny
na wyrób przedmiotów, ułatwiają pracę, zmieniają nakłady, wyrabiają swe
przedmioty coraz lepsze, czyż my tylko mamy pozostać zacofane w używaniu
przedmiotów naszej profesji?
Czyż cała nasza praca ograniczy się tylko do
liczenia win naszych? Na przedstawianiu
i wymienianiu nędzy naszej? Trzeba uczynić z modlitwy cnotę każdej chwili,
której akty mają być łatwe. Jaka modlitwa, takie życie. Jeżeli się źle
modlisz, nędzne będzie twoje życie zakonne. Będziesz tylko zmartwieniem
dla przełożonych. Trzeba tedy to ćwiczenie przedkładać nad inne. Modlitwy
przepisane regułą nie wystarczają do podtrzymania gorliwości życia wewnętrznego,
odbywają się one w czasach oznaczonych, tymczasem trzeba modlić się zawsze.
Dlatego święci zwykli odmawiać jeszcze modlitwy dodatkowe np. jakieś nowenny,
odpowiednie do stanu i czasu.
Trzeba
również urozmaicać modlitwę, zmieniając intencje, prosząc raz o to, drugi
raz
o co innego, bo nie wypada zawsze dodawać modlitwy. Są dusze, które za pomocą
różańca otrzymują wszystkie łaski, bo umieją go zastosować do potrzeb swoich.
Trzeba nadto mieć talent wynalazczy w modlitwie, czerpać ją z duszy, z głębi
serca podniesionego do stanu nadprzyrodzonego. Nieraz silimy się, jakby
modlitwa miała powstać w umyśle i sercu,
oddanym naturze. Nie wiem jakiej pysze należy przypisać, że modlący sądzi
o jakości modlitwy, według czynionych przezeń wysiłków nadzwyczajnych. Przecież
do tego sami
z siebie zdolni nie jesteśmy, gdyż Duch Święty, Duch Jezusa Chrystusa wspiera
nieudolność naszą i modli się w nas wzdychaniem niewymownym. Jeżeli modlitwa
od Niego pochodzi
z serca, przebija niebiosa i wszystko otrzymuje. Modlitwa tedy ma być więcej
prostą,
aniżeli ją nam szatan przedstawia. Milczeć, zwalczać przeszkody, aby Duch
Święty w nas działał - łączyć się z modlitwą Jego - oto ćwiczenie i siła
modlitwy.
Trwać na modlitwie - oto nowa jej cecha! Są modlitwy,
których nie wolno opuszczać: stare słowa z dzieciństwa są jakby cząstką
duszy naszej, trzeba ją zachować, byle tylko nimi się nie przeciążać.
Unikać nowych modlitw, które się mnożą niepomiernie, układane przez kobiety,
nieraz błędne, a więc przeciwne zjednoczeniu z Bogiem. Dlatego najlepiej
przedłożyć nowe modlitwy przełożonej, nie krępować siebie książkami do
nabożeństwa, a raczej modlić się
duchem wiary, z poddaniem się woli Bożej, wielbiąc Jego Istnienie, Jego
Piękno,
Jego Wielkość i Dobroć - oto, co nie ulega złudzeniu.
Z modlitw ustnych wystarczą pacierze z reguły wynikające - a resztę raczej
umysłem i sercem. Nie zawsze możemy mieć nowe myśli, ale zawsze możemy
zwracać ku Bogu swe uczucia,
w których łączą się wszystkie władze duszy. Dzięki takim modlitwom święci
tworzyli dzieła wielkie, przebiegali świat cały i zamieniali pracę w modlitwę.
Trzeba tego pragnąć ustawicznie, prosić o to Boga, przypominać postanowienia
i naznaczyć jakiś znak zewnętrzny. Wówczas modląc się będziesz świętą,
albo świętą zostaniesz.
MODLITWA JAKO DAR DUCHA
ŚWIĘTEGO
Najpierw trzeba milczeć, wielbić i wyniszczać
się przed Bogiem. Ten hołd winien być głęboki
i cichy, jak w niebie dusze nie mówiąc, a wszystkie mówią.
Rozmyślanie
następuje potem - jest to ćwiczenie, uświęcające władze duszy: rozum, serce
i wolę. Ciało również trzeba ujarzmić, jak najbardziej uspokoić - jeżeli
zbytecznie cierpieć będzie, przeszkodzi władzom duszy. W modlitwie najpierw
działa rozum, który należy uświęcić i odrodzić. Kto nie nawykł do ćwiczeń
tego rodzaju, do tego nie można mieć zaufania. Książki
i mistrzowie uczą tylko sposobu i wprowadzają do świętego przybytku, ale
potem trzeba samemu wznieść umysł do Boga, by On sam napełnił go swoim światłem.
Ćwiczenie umysłu jest ważniejsze, niż samo uczucie, gdyż budzi to uczucie.
Lubimy to, na co patrzymy.
Nie możemy poczuć zetknięcia się umysłowego z jakąś rzeczą, jeżeli nie odbijemy
jej obrazu
w sobie przez poznanie. Widzieć to kochać, to posiadać.
Jeżeli pobożność dziś jest tak słaba, to dlatego,
że przywiązujemy się do praktyk,
a zaniedbujemy najgłówniejsze - rozgrzewamy uczucie i rozbudzamy wyobraźnię,
a nie przykładamy dosyć rozumu, nie zmuszamy się do zastanowienia i badania,
do zgłębiania i wnioskowania - toteż wpadamy w pobożność rutynową. Serce
i wola zwracają się do niej
ze zwyczaju, ale nie ma wytrwałości, głębokości i wspaniałomyślności,
gdyż brakuje pokarmu umysłu, który dostarcza nowych pobudek, ustawicznie
je odnawia i jasno przedstawia,
iż wszystko winniśmy Bogu.
Umysł
jest siedliskiem wiary, która wyciska w nim piętno Boże i udziela je sercu.
Światło wiary
jest niezmienne, gdyż pochodzi z prawdy Bożej, polega na Nim samym, na Jego
słowie, panuje nad każdym usposobieniem duszy i utrzymuje ją na wysokości,
jest nagrodą za wierność.
Żaden podmuch ludzki nie zgasi tego światła, które świeci jak latarnia w
porcie wśród najgwałtowniejszych burz serca i zmysłów. Jest ono wyryte w
nas, rozpalone w nas przez Ducha Świętego. Trzyma się, pomimo wszelkich
zaburzeń. Nie mówię, żeby zupełnie oddzielić umysł od serca, iżby poprzestać
tylko na świetle rozumu. Przeciwnie, światło przyjęte w umyśle winno zstąpić
do serca i strawić się w nim, aby wola nabrała sił nowych. Jesteśmy bowiem
całością,w której wszystkie władze trzymają się razem, aby wzajemnie się
wspierać i dopełnić naszych działań żywotnych. Ale rozum jest początkiem
i podstawą wszystkiego, jak przyjęcie pokarmu, po którym dopiero nastąpi
strawienie i zasilenie organizmu. Przy nawróceniu Szawła Pan najpierw oświecił
jego rozum, a potem poruszył serce i wolę do czynu: "Co
chcesz Panie,
abym czynił?"( Dz 22, 10).
Jak ćwiczyć umysł? Najpierw przygotować przedmiot
rozmyślania w zarysie. Następnie postępować od znanych rzeczy do nieznanych,
to znaczy na początku zastosować znane myśli, wspomnienia z czytań lub
nauk o tajemnicach i powoli je rozszerzać, aż się rozbudzi iskra
i Pan Jezus ukaże się twojej dobrej woli.
Można czerpać w nędzy swojej prawdy ujemne, jak
ci ich brak, jak szkaradną jest wada im przeciwna. Odkryj i znajdź jakiś
związek, który łączy umysł z tym przedmiotem. Nie wypada czynić więcej
nad to, co pozwalają naturalne zdolności, a przejść następnie do sposobu
dodatniego, czyli zagłębienia się w prawdę rozważaną samą w sobie. Roznieci
to miłość ku tej tajemnicy. Dodatni tedy sposób wielbi i wychwala Boga,
a ujemny widzi siebie w Bogu.
Nie trzeba szukać porównań między tymi sposobami, ani odłączać jednego
od drugiego.
Dla dusz początkujących dobry jest sposób ujemny,
a dla reszty raczej dodatni: wpatrywać się
w cnoty Jezusa Chrystusa, badać doskonałość Jego zamiarów, co da większą
siłę do wylania swych uczuć. Sposób ujemny można zachować na godzinę pracy,
trudu i niemocy, a dodatni
na czasy pomyślne. Są dusze, co i na modlitwie są więcej sobą zajęte,
wciąż żebrzą, a trzeba trochę zająć się sprawami Pana, co więcej Mu się
podoba, jak się podobała wdzięczność jednego z dziesięciu uzdrowionych
trędowatych.
MODLITWA JAKO DAR SERCA
Umysł przyrównać można do funkcji igły,
która przeciąga nitkę przez tkaninę i wyszywa haft,
który się tworzy z nitek, jakimi są uczucia. One winny pozostać w nas i
utworzyć piękny haft,
jako dopełnienie i wynik pracy umysłu. Dosyć kilku myśli, aby odprawić dobrze
rozmyślanie,
ale to myśli mają przejść do serca, które ma przyjąć je, zatrzymać, dopełnić,
rozszerzyć
i karmić nimi. Myśl winna przechodzić do serca bez wysiłku. Atoli należy
czuwać, by nie powstała walka i rozproszenie w duszy w różne strony. Dlatego
poddawać sercu tylko
takie myśli, które umysł rozważył i przeżuł, wówczas ono naturalnie wypłynie
z myśli.
Czas, wiek, okoliczności zmieniają serce do nieskończoności,
łaska umie się zastosować
do każdego usposobienia - do każdego temperamentu. Dlatego winniśmy zwalczać
nie temperament i nie naturę, ale grzech, skłonności i nałogi.
Stosując się do usposobienia osobistego winniśmy
utworzyć z przyrodzonego uczucia nadprzyrodzone z łaską Bożą, która je
podnosi, uszlachetnia i oczyszcza. Doprowadzamy
uczucie do stanu nadprzyrodzonego trojako: przez połączenie go ze światłem
łaski działającej, jaką Duch Święty w nas wznieca, przez zezwolenie mu
iść za poruszeniem Ducha Świętego,
a gdy nie czujemy ani pociągu, ani poruszenia wewnętrznego łaski, trzeba
udoskonalić uczucie przez przyjęcie w duchu ofiary stanu, w jakim się
dusza nasza znajduje. Nie czujesz nic?
Wyznaj w sercu swą nędzę, swe obezwładnienie, swoją niemoc, a nawet swoje
grzechy.
Bóg przyjmie to wyznanie upokorzonego serca, ono zastąpi uczucia słodsze
i wznioślejsze.
Bóg sam zsyła tę niemoc, aby Cię oderwać od myśli, do których się może
zbytecznie przywiązywałaś, rzuci cię o ziemię jak Szawła i zostawi cię
w oschłości, aby ci przeszkodzić zginąć w miłości własnej.
Bóg pragnąłby przycisnąć cię do serca, ale nasze
własne dobro wymaga, aby cię trzymał u stóp swoich i ogołocił serce z
miłości własnej. W tym wypadku trzeba uniżyć serce swoje, dopóki łaska
znowu nie nawiedzi. Trzeba, by uczucie przeszło od ogółu do szczegółów,
żeby starało się zasmakować w miłości Bożej, objawiającej się szczególnie
w tajemnicy, którą rozum rozważa. Podziwiałaś niepojętą obecność Pana
Jezusa w Najświętszym Sakramencie, a teraz wołaj w sercu: "O
jak dobry jesteś, Panie, że tam dla mnie zostajesz". Postaw
serce twoje wobec dobrodziejstwa tobie osobiście wyświadczonego, przedstaw,
że wszystko tam dla ciebie, dla ciebie wyłącznie w życiu, w cierpieniach,
w miłości, w śmierci Jezusa Chrystusa; ono się strawi wobec tego palącego
ogniska miłości Boga swego i zawoła w zachwycie: "On
mnie ukochał, On mnie ukochał!" Wynikiem tego będzie: "Któż
mnie odłączy od miłości Chrystusa?..."(Rz 8, 35).
Chociaż nie potrzeba wiele rozmyślać, aby dojść
do uczucia, jednak trzeba się strzec lenistwa, gdyż umysł jest leniwy
w przyjmowaniu łaski. Nie należy tedy pozwolić mu pobieżnie odprawiać
rozmyślania, gdyż on chętnie postąpi jak ów trybun Feliks, który się lękał
być oświeconym przez Pawła co do prawdy, której rozumieć nie chciał i
pożegnał Apostoła mówiąc: "Innego dnia
słuchać cię będę". Nie starać się poważnie zastanowić umysłem
pod pozorem, że znamy powinności nasze, jest niezawodnym znakiem lenistwa.
Cnota, która nie jest wynikiem zastanowienia
nie jest trwałą, przekonanie jej nie wspiera, uczucia powstają, przechodzą
i mijają, a tylko prawda sama zostaje. Jednakże nie trzeba przesadzać
i jeżeli podoba się Panu Jezusowi rozbudzić uczucia natychmiast, idź za
nim;
On sam cię przysposobił wewnętrznie. Kiedy również umysł sam nie może
wzbudzić płomienia, trzeba wziąć książkę, gdyż rzadko się zdarza taką
mieć miłość, aby iść o własnych siłach przy rozmyślaniu.
Są dusze, które ten dar posiadają, ale są one
rzadkie. Atoli biorąc książkę, nie sądź,
że już wszystko skończone, gdyż trzeba przyswoić to, co ona mówi odpowiednio
do łaski
ci udzielonej i do potrzeb twoich. Żadna książka nie zawiera tego, czego
właśnie potrzeba,
gdyż łaska nieskończenie jest różnorodna i żadna nie jest bezwzględnie
podobna do drugiej. Najlepszą książką jest ta, którą przyjmujemy z posłuszeństwa,
ale jeżeli dziś ci wystarczy,
jutro już może nie przemówi. Książką, którą nieustannie otwierać winniśmy,
jest dusza nasza. Zresztą przy dobrej woli każda książka jest dobra. Starajmy
się szukać raczej dzieł wyczerpujących i kochajmy łaskę posiłkową.
MODLITWA JAKO DAR WOLI
Modlitwa powinna sprawiać odmianę obyczajów.
Jest to bezpośredni cel modlitwy,
jej praktyczny wynik i niezbędny jej skutek. "Nie
każdy, który mi mówi Panie, Panie..."
(Mt 25,11). Ale co trzeba czynić i jakie środki przedsięwziąć,
aby się poprawić? Jest to sztuka nad sztukami prowadzenia dusz; jest to
najtrudniejsza nauka, gdyż nie każdemu jest dane otrzymać dobre zasady
i pewne wskazówki. Ile dusz zatopionych w zasadach świata stałoby się
w świętości heroicznymi, gdyby były dobrze pokierowane. Pozostawione bez
pomocy postępują z dnia na dzień powoli krok za krokiem, bez kierunku
nie znają tych pięknych zasad, które zastosowane odpowiednio pchają nas
krokiem olbrzyma. Główną zasadą jest to, że uświęcenie duszy winno dokonywać
się według natury i szczególniejszej łaski każdego. Nie znaczy to,
by łaska zależała od natury, ale łaska wpływa na naturę, która staje się
przedmiotem jej działania. Trzeba więc połączyć naturę z łaską i z nią
razem pracować. Do natury stosuje się łaska - trzeba tedy do niej stosować
praktyczne zasady, za pomocą których chcemy kierować duszą na drodze uświęcenia.
Weźmy np. dwóch ludzi, z których jeden otrzymał łaskę nawrócenia, a
drugi należąc do Boga od dawna pociągnięty jest do świętości.
Nawróconemu trzeba dawać rozmyślania o nawróceniu,
które bezpośrednio potępia zło,
które zachęcają do walki i wojnę z nim prowadzą. Zmysłowemu i nieskromnemu
należy wskazać najpierw nieszczęśliwe następstwa, nadprzyrodzone kary,
rzeczy ostateczne: śmierć, sąd, niebo i piekło, gniew Boży, pomstę Jego
sprawiedliwości. Daj mu uczuć zgryzoty sumienia - usłyszeć jego wyrzuty.
To go utrzyma w żalu. Nie próbuj nawet nawrócić go, jedynie wskazuj mu
zgubne skutki jego błędów w doczesności, a wówczas będziesz poprawiał
występek
przez drugi występek, jak to wielu dziś czyni, zdradzając brak wiary w
skuteczność nadprzyrodzoności.
Owocem tych ćwiczeń winno być zastosowanie praktyczne,
objawiające się w surowym postępowaniu z samym sobą, w ujarzmieniu namiętności,
które słuchają tylko siły brutalnej: Castigo
corpus meum. Trzeba użyć sił przeciw zmysłom, ale roztropnie.
Dlatego czynić
to tylko za pozwoleniem kierowników.
Podziwiamy słodycz ludzi umartwionych, którzy dla siebie są surowi, bo
święty, to żołnierz Jezusa Chrystusa, który poniósł prace, trudy i krwawe
walki, po których nosi blizny: "Bojowaniem
jest życie człowieka". Pan ukazuje się z początku słodki,
ale zarazem wzywa
do walki, bo łaska Jego jest miodem w paszczy lwa. Jeżeli nie możesz połączyć
słodyczy
z nienawiścią złego, zachowaj tę ostatnią, uzbrój się w siłę. Nie trzeba
ganić nowo nawróconych, że są poważnymi, ostrymi i surowymi, gdyż są zajęci
bojowaniem. Nic dziwnego, że czasami zadrasną sąsiada, trzeba im przebaczyć
pewną niecierpliwość i gwałtowność.
Jeżeli chodzi o wyrwanie grzechu z serca, postępowanie
winno być inne: trzeba odwrócić
od umiłowanego przedmiotu serce, które jest całe uczuciem i przez nie
działa.
W rozmyślaniach należałoby przedstawić nicość tego, co on uwielbia, próżność
tego,
co kochai wstyd takiego stanu. Naprzeciw jego bóstwom stworzonym postaw
piękno dobra nadprzyrodzonego. Staraj się nie usuwać ulubionego przedmiotu
nie przedstawiwszy godniejszego tematu, niż tamten. Serce nie może pozostać
próżne: jeżeli mu zabierzesz świat, przedstaw mu Boga, przywiąż je doń
miłością, inaczej natychmiast powróci do miłości uprzedniej. Osoby żyjące
sercem winny być i kierowane sercem.
Trzeba im w delikatny sposób ukazać ich nieszczęście.
Nie okazuj im zbyt surowości,
gdyż można złamać serce: bądź czułą, ale
nie daj się im ująć. Strzeż się: one są skore
do przywiązania do ciebie. Nie dopuszczaj do tego, ale i nie odpychaj
ich od siebie zbyt gwałtownie, gdyż na początek trzeba im trochę balsamu.
Miej litość nad sercem i nie zrażaj go nigdy. Trzeba mu przedstawić jego
stan nieszczęśliwy, jego cierpienia, współczuć, ale zarazem wskazać wyższe
dobro, szczęście czystsze i doskonalsze - zastąpić przywiązanie do szczęścia
miłością Stwórcy. Ale jeżeli dusza mimo to waha się i szuka wymówek: nie
ma odwagi zerwać energicznie z przeszłością, pociągnij ją odważnie, wyrwij
bez wahania nawet gwałtownie, usuń od niechybnego niebezpieczeństwa, które
jest aż nadto wystarczającym powodem do użycia środków gwałtownych.
Postępowanie
z rozumem zupełnie jest inne, gdyż on chce być przekonany dowodami
i poddaje się tylko konieczności. Trzeba z nim rozprawiać i użyć dużo czasu,
aby go nawrócić. Bywa zwyciężany trudno i rzadko, szczególnie jeżeli chodzi
o przełamanie pychy.
Tu w rozmyślaniach trzeba działać na rozum, oświecać go, przekonywać o błędzie,
pokazać niesprawiedliwość grzechu, krzywdę Bogu wyrządzoną, szkaradę i potworność
występku:
"Jeżeliś naśladował Dawida w występku,
naśladuj go też w pokucie" (św. Ambroży).
W tenże sposób należy działać po nawróceniu, by przekonawszy się o własnej
winie,
można było poddać się światłu łaski i Miłosierdziu Bożemu.
Sprawiedliwego w celu dalszego usprawiedliwienia
i uświęcenia inną trzeba prowadzić drogą, która bardziej polega na nabyciu
cnót, niż na wytępieniu grzechu. Są na to dwa sposoby:
1. Według
pierwszego dusza pragnie z całą energią osiągnąć cnotę, w której widzi dobro
moralne, zacność i piękno; widzi, że cnota przystoi chrześcijance, że troska
o nią przynosi owoce w tym życiu i przyszłym. Widok ten zapala pragnieniem,
do pracy pobudza, postępy dodają jej odwagi i siły do pracy, do większego
wytężenia. Zakonnice mają najpierw pełnić cnoty stanu swojego: ubóstwo,
posłuszeństwo i czystość, które są najgłówniejszymi i jedna pociąga za sobą
drugą. Trzeba zacząć od najpotrzebniejszej i najbardziej naglącej, potem
zająć się cnotami, które są podane przez rady ewangeliczne, pobudzać się
nagrodą i owocami cnót, rozważając je i poznając w rozmyślaniach.
2. Jest jeszcze druga droga - lepsza: pracować
jedynie z miłości i pragnąć tylko kochać,
mieszcząc w tym jednym wszystko inne. Chodzi tu o miłość Bożą, dla której
trzeba się uświęcić. Kochać - oto początek, wynik i koniec: oto cel, dla
którego podejmujemy wszystkie środki. Pierwsza metoda analizuje cnoty
poszczególne, a ta - syntetyzuje je w miłości, z której czerpiemy siłę
i trzymamy ją jak pochodnię - jak nić przewodnią, odpowiadającą naszej
naturze i łasce Bożej. Matka najpierw roznieca w sercu dziecka płomień
miłości, a potem żąda ofiary, posłuszeństwa itp. Dziecko szlachetne rozumie
tę mowę i przez miłość synowską pełni czyny heroiczne. A my przez chrzest
staliśmy się dziećmi Bożymi, gdyż Duch Święty jak Ojciec otacza nas, podnosi,
daje siłę i przeistacza w siebie, który jest miłością istotną, a miłość
to to samo co łaska, jej poruszenie jest poruszeniem miłości, gdyż każda
istność działa według swej natury.
Miłość tedy odpowiada temu, co w nas jest najbardziej
wewnętrznego: w niej cała nasza siła
- jest to postać wszystkich cnót, gdyż doskonałość główna ma siedlisko
w miłości, która się staje ubóstwem, posłuszeństwem, cierpliwością, słodyczą
i pokorą. Więc zamierzamy sobie tylko kochać, czynić akty miłości i zwalczać
przeszkody oraz pomagać do miłowania Boga.
Jakaż to cudowna jedność, jaki wspaniały punkt oparcia, jakie skupienie
sił bez cienia rozproszenia: "Trwajcie
w miłości mojej". Zaleca tedy Zbawiciel miłość jako stan duszy
i przyzwyczajenie, jako punkt środkowy całego życia nadprzyrodzonego,
z którego bezpiecznie postępować możemy w wielkiej doskonałości, gdyż
z tego punktu rozchodzą się promienie na wszystkie praktyki cnót. Trzeba
tedy gruntownie przejąć się tą zasadą, gdyż odmiana obyczajów i nabycie
świętości prawdziwej to cel życia i koniec życia zakonnego:
"Bądźcie doskonałymi." (Mt 5,48)
CZY BÓG MNIE KOCHA?
Na to ważne pytanie trzeba odpowiadać często.
Bóg kocha miłością miłosierdzia, przedwieczną, niezmienną. My tak Go nigdy
kochać nie potrafimy, nawet przez krótki czas istnienia naszego na ziemi.
Ta niemożność wynagrodzenia za miłość była powodem utrapienia świętych,
którzy płakali, że nie użyli całego czasu życia na miłość (Piotr, Magdalena).
Istniejemy jedynie przez miłosierne stworzenie. Miłość ta utrzymuje nas
przy życiu.
Przy stworzeniu człowieka nie powiedział Bóg, że dobre dzieło uczynił,
gdyż ono stanie się dobrem dopiero przez miłość wdzięczności.
Z miłosierdzia
stworzeni przez to miłosierdzie zostaliśmy odkupieni: Bóg staje się widzialnym,
aby zastąpić widzialne bożyszcza. "Któż
z nas zstąpi do człowieka - naradzają się Osoby Boże
- Kto stanie się miłością widzialną i dotykalną?". I Słowo ciałem
się stało. Jezus tedy jest miłością Boga do ludzi zastosowaną i daną ludziom
pod rozmaitymi postaciami, w rozmaitych stanach. Czy można wątpić, że Bóg
nas kocha? "Tak Bóg umiłował świat..."(J
3, 16). Kocha jako Bóg, jako Ojciec, jako Brat i Przyjaciel, by być
równym nam bez żadnego wyróżnienia, oddalenia. Stał się podobnym nie tylko
co do natury, ale i co do trudów i cierpień. Któżby tego dokonał?
Kocha nie tylko ogólnie, ale osobiście - wyłącznie,
jak gdybyśmy byli tylko sami. Kocha każdego osobno we wszystkich dziełach
swoich. Cała miłość skupiona jest w darze ze swego Syna w Komunii Świętej:
jesteśmy celem miłości. Wszystko więc dla nas było: "Tyleś
warta, co Bóg sam". Ze wstydu i rozpaczy
można sobie życie odebrać, że nie kochamy Boga, jak trzeba, że obrażamy
Go grzechami. A Pan Jezus odsłania niewdzięczność naszą: "Boże
odpuść im,
bo nie wiedzą co czynią"(Łk 23,34). Myśl ta ściska mnie jakby
kleszczami. Szatan raz zawołał ustami opętanego: "Ludzie, Bóg was
za bardzo umiłował!"
9. CZY JA KOCHAM BOGA?
Oto jedyna rzecz konieczna, jedyne pytanie, na
które trzeba odpowiedzieć bez wahania,
gdyż tu środka nie ma. Odpowiedź będzie w czynach. Czy Go nie obrażamy?
Miłość bowiem
to delikatność w wierności, czci i wspaniałomyślności.
Czy mamy delikatność wierności dobrego
sługi - w posłuszeństwie bezwzględnym, uległym,
bez granic i biernym. "Śmiercią umrzesz"
- oto wyrok sprawiedliwy na każdy raz, gdy ubliżamy władzy Bożej. A jaka
nagroda za spełnienie wierne przykazań? Mówią, że nieprzyjaciółmi człowieka
są domownicy jego. Niechże się to na nas nie sprawdzi - na domownikach
Bożych, jakim winni się czuć duchowni i zakonnicy (e).
Czy mamy delikatność dzieci względem Ojca, jakim
jest Bóg? Dzieci nie zadawalają się spełnianiem obowiązku, lecz odgadują,
co się podoba, a co się nie podoba, aby to czynić,
a tamtego unikać. Delikatność kwitnie i rozwija się w miłości - unika
nawet grzechów powszednich z taką troskliwością, jak śmiertelnego, nawet
tego, co nie jest grzechem,
a tylko niedoskonałością.
Ale przez
stan zakonny jesteśmy czymś więcej, jak dzieci w domu Ojca. Jesteśmy Mu
poślubieni, jako oblubienice. To już wymaga niezrównanej czystości serca,
od której zależy bliższy związek z Chrystusem, gdyż nie chce mieszkać w
domu o grzechach powszednich, popełnianych z rozwagą, dobrowolnie i z łatwością.
Czyż zamienisz Dwór Królewski na szpital trędowatych? Nie szukaj tedy tych
cnót, które Cię podnoszą w oczach ludzi i oczach własnych, ale tych, które
w oczach Oblubieńca podnoszą. Tylko dziatki i dusze niewinne kocha Bóg miłością
upodobania, a inne - miłością miłosierdzia.
Aby być delikatną w czystości, trzeba Boga kochać
więcej, niż siebie samych. Czystość
rodzi się z siebie z miłości, nie uczymy się jej jak jakiejś nauki, ale
otrzymujemy z natchnienia.
Miłość ma wstręt do zamieszania, obala, co wstrętne i mgliste, a żyje
tylko w czystości.
Jak przy stworzeniu Bóg rozpoczął od światłości tak w duszę daje najpierw
światłość,
która jest czystą miłością (nowoochrzczeni nazywali się oświeconymi).
Świętość jest to stan łaski świetlanej, ozdobionej czystością najdoskonalszą,
wolnej od win najmniejszych,
wówczas staje się przygotowaną dla chwały i dla widzenia Boga.
Męczennik oczyszczony przez ogień idzie prosto
do Boga prawem doskonałej czystości. Działanie łaski w nas jest oczyszczaniem
nas ustawicznym, jak płomień, który oczyszcza żelazo z rdzy, potem przejmuje
gorącem, osusza i wyciąga wilgoć, a potem przemienia w siebie. Bądźmy
czystymi, czyli wolnymi od grzechu wszelkiego, a Chrystus napełni nas
wszelkim dobrem i sobą samym. On wchodzi w nas i daje nam życie w miarę
tego, jak wyrzekamy się siebie i grzechu. Jeżeli tedy jesteś czystą, lub
wciąż się jeszcze oczyszczasz, prawdziwie kochasz Boga, gdyż w tym wszystko
się mieści.
MIŁOŚĆ PRZEBACZENIA (MIŁOSIERDZIA)
Jest jeszcze większy dowód miłości Bożej ku nam,
to jest możność przebłagania za grzechy,
czyli miłosierdzie, które jest ponad wszystkie dzieła Jego (Ps 144). O
ileż nas Bóg ukochał?
O tyle, ile nam przebaczył. Jest to największy dowód, który nas przenika
do głębi.
W tej miłości miłosierdzia św. Paweł czerpał swą miłość apostolską, w
niej również
św. Augustyn zranił swe serce i zamienił się w Serafina. Miłość Boża względem
nas jest raczej miłosierna, niż dobrotliwa, gdyż w nas nie ma w czym się
upodobać.
Cały świat jest cząstką Miłosierdzia Bożego, które opuściło niebo i zstąpiło
na ziemię, otacza
i okrywa człowieka, jest jego atmosferą i środkiem, wokół którego wszystko
się obraca, jest powietrzem, którym oddychamy, światłem, które nas oświeca
i ciepłem, które nas ogrzewa. Ono wyrywa grzesznika sprawiedliwości, powstrzymuje
ją i odkłada, idzie za człowiekiem, towarzyszy mu wszędzie, nie opuszcza
go nawet po śmierci, bo czyściec to ostatni wysiłek miłosierdzia: na nim
widnieje napis: "Miłosierdzie Boże".
Miłosierdzie Boże jest nieskończone: nigdy go
nie wyczerpiemy, nigdy nie przytłumimy naszymi niewdzięcznościami, nigdy
się ono nie znuży, nigdy nie zniechęci, zawsze przebacza, wszystko przebacza,
powtarzając: "Ojcze, przebacz, bo nie
wiedzą," (Łk 23,34). Kiedy Miłosierdzie odrzucamy i lekceważymy,
ono się rozpala, ściga nas, chce jeszcze zwyciężyć: "Judaszu,
pocałunkiem wydajesz...."( Łk 22,48). Nigdy grzechy nasze
nie wyrównają Miłosierdziu Bożemu. Jest tylko jeden grzech, którego ono
zwyciężyć nie może, to pogarda darów nadprzyrodzonych, która dobrowolnie
odrzuca dobroć Bożą, zabija ją.
Księgi święte są pełne dowodów Miłosierdzia Bożego:
widzimy tam, jak grzesznik odrzucający Miłosierdzie w rozpacz wpada. Oto
Adam i Ewa uciekają i wątpią w Miłosierdzie, Kain je odrzuca, wołając:
"Zbyt wielki jest grzech mój, aby mógł
być odpuszczony" (Rdz 4,16). Większa część grzeszników odkłada
pokutę, bo wątpi w Miłosierdzie Boże. Pobożni też upadają
w skutek zwątpienia i zniechęcenia, że się nie udaje od razu ujarzmić
nałogów i zwyczajów, wówczas szatan wrzuca nieufność i sam wchodzi do
duszy. Jeżeli zatem upadniesz, powstań
z ufnością pełną pokory i żalu.
Im pobożniejszą
i cnotliwszą jesteś, tym więcej będziesz czuć pokusę zniechęcenia, dlatego,
że na sobie polegasz i lękasz się rzucić w objęcia Boga. Jeżeli chcesz uczynić
dobry akt skruchy, zamiast schodzić do piekła, by zobaczyć swe miejsce,
rzuć się do Miłosierdzia Bożego, a trafisz w najczulszą strunę dobroci Bożej
i Serca Jego. Powiedz Bogu, że to Mu chwałę przynosi okazać ci Miłosierdzie,
gdyż ono się lepiej uwydatni na tobie, żebraczce. Tym chwycisz Boga za serce,
rzucając się z ufnością pod Jego stopy. Św. Alfons Liguori mówi,
że pokusy świętych są przeciwko wierze, ufności, czystości i spowiednikowi,
który przedstawia duszy widocznie Boga. Te burze są straszne. Bóg je dopuszcza,
by cnoty podnieść
do najwyższego stopnia ufności, a wiarę utwierdzić, by się opierała na Miłosierdziu.
W miarę jak postępujemy ku Bogu, życie oczyszcza
się i uświęca, i ulega przemianie.
Lecz kiedy się zbliża do końca, by się stać niebem i szczęściem, wszystkie
cnoty oskarżają
nas o niedoskonałość, grzechy wydają się być większymi, w czynach naszych
widzimy tylko winy i dary zmarnowane - słowem wszystko sprzysięga się
przeciwko nadziei w Miłosierdzie Boże. Widziałem duszę świątobliwą w rozpaczy
i nie z powodu grzechów, lecz że nie dosyć kochała Boga i nie dosyć korzystała
z łask Jego. Nie sposób było wzbudzić u niej ufność
w Miłosierdzie Boże, aż dopiero uczyniła akt heroiczny: "A
więc pójdę do piekła,
ale Ty Boże pójdziesz tam ze mną".
Nie należy
więc zatrzymywać w duszy pokus rozpaczy i zniechęcenia, pokus przeciw ufności
w miłosierdzie Boże, ale trzeba je wyznać przełożonej i spowiednikowi, by
nie wysuszać
źródła życia duchowego, które jest zarazem i cielesne. Smutek bowiem to
mól, który toczy szpik w kościach.
Jak Bóg przebacza grzesznikowi? Z dobrocią i
łaską, która oczyszcza, uświęca i upiększa, natychmiast daje szatę dziecięcą.
Uniżamy się na chwilę przed sprawiedliwością,
by natychmiast otrzymać wywyższenie. Człowiek przebacza zawstydzając winnego,
nakłada dużo warunków, a dla wracających do błędów okazuje się zbyt surowym.
Bóg zaś zdaje się powiększać swe Miłosierdzie, im więcej przebacza. Najwięksi
grzesznicy stają się Jego największymi przyjaciółmi po nawróceniu. Byle
tylko była pokora i ufność,
każdy może być pewny, że będzie przyjęty dobrze. Przebacza On bezwarunkowo
na zawsze, zapomina o grzechach naszych, zatapia je w morzu Serca Jezusa,
a szkarłat występków staje się śnieżną niewinnością, skąpaną w Miłosierdziu
Bożym. Już z nich nigdy nie będziemy oskarżani, nawet na sądzie ostatecznym,
jak utrzymuje wielu teologów. Trzeba tylko otrzymać pełne przebaczenie
i nie pozostawić w sobie resztek grzechu.
Bóg przebaczając przywraca nas do wszystkich
praw, jakie posiadaliśmy przed grzechem.
Tak Piotrowi przebaczył i potwierdził w urzędzie. Przebaczając uszlachetnia,
jak Magdalenę, której dał miłość zasługującą na pochwałę: "wiele
umiłowała" (Łk 7,47). Aby nie zawstydzić jawnogrzesznicy,
nie pyta nawet o jej grzechy, a oskarżycieli obwinia i stawia ją wyżej
od nich wszystkich. Grzeszników czyni książętami swego królestwa, jak
Mateusza i Pawła. Przebaczać - jest potrzebą Serca Jezusa i bolałby, gdyby
nas miał potępić, jak boleje dziś, gdy wątpimy
w Miłosierdzie Boże i nie błagamy o przebaczenie.
Szczególnie jednak objawia swe miłosierdzie dla
duchownych: zasługiwaliśmy może
na zrzucenie z godności, jako niesumienni urzędnicy w Państwie. A tymczasem
wciąż przebacza i okazuje nam swe miłosierdzie obficiej, niż innym. Stąd
winniśmy się uczyć wyrozumiałości dla grzeszników. Sami grzeszni i potrzebujący
przebaczenia w przyszłości, jakże byśmy nie mieli przebaczać. Miejmy więc
ufność w Miłosierdzie Boże, które się nigdy
nie wyczerpie. Czcijmy je, szerzmy ten kult, gdyż wieczność nie będzie
zbyt długa, aby Mu dziękować za nieskończone Jego Miłosierdzie, które
nam tyle razy przywróciło życie
i które nas zbawi w dzień sprawiedliwy.
EUCHARYSTIA - UŚWIĘCENIE ZAKONNICY
Pan Jezus w Przenajświętszym Sakramencie
winien być początkiem uświęcenia zakonnicy: mieszka bowiem w domu Jego,
jest żywiona przez Niego, słusznie tedy może żądać,
by dążyła do Jego woli, by pracowała pod Jego okiem i z miłości ku Niemu.
Należy pracować pod przewodnictwem Pana Jezusa
i nic nie czynić, co by do Niego
nie prowadziło. Dwojakie są pobudki pracy: widoczna i ukryta. Pierwsza
to głos dzwonka, rozkaz przełożonej. Działanie jedynie z tej pobudki może
nie być wystarczającym do zasługi, gdyż się spełnia wówczas jedynie posłuszeństwo
materialne, jak żołnierz na froncie.
To tylko ciało posłuszeństwa, a trzeba jeszcze wlać ducha, jakim jest
połączenie wewnętrznego usposobienia, jak gdyby rozkazywał sam Jezus.
W tym
celu przypominać należy obecność Pana Jezusa w Sakramencie Ołtarza i prosić
Go,
by nas prowadził. Nie szukać Pana w Niebie, gdyż jest tu przy tobie, szukaj
Go tu i tu znajdziesz. "Dlaczego nie korzystasz
z obecności Mojej tutaj? - pyta może Pan Jezus
- W niebie jestem Bogiem chwały dla wybranych, a tu jestem Bogiem łaski
dla walczących". Przejmij się więc myślą o obecności Jego przy
każdej czynności wielbiąc Jego, rzucając się
w myśli do stóp Jego, odrzucając wszelkie światło przyrodzone, wszystkie
uczucia własne,
a radząc się Jego w każdej rzeczy. Proś Go o najlepsze środki, o najlepsze
myśli, o najlepszy sposób do spełnienia tego lub owego, wyznając zarazem
swe niedołęstwo i zaślepienie. Jak Chrystus czynił wszystko z natchnienia,
tak samo działaj Jego Duchem, a On ci udzieli myśli, pobudek i wykonania,
bądź narzędziem Jego Ducha, poddaj Mu wszystkie swe władze.
Spełniaj wszystko pod okiem Jezusa, by działać
z odwagą, świątobliwością i upodobaniem.
Gdyby usunąć zasłonę postaci, ujrzelibyśmy Go tak, jak na nas patrzy,
jak żebyśmy wobec
tego mogli Go obrażać? Żydzi w pretorium zakryli twarz Zbawiciela, gdyż
nie mogli znieść
Jego wzroku. Gdybyśmy czuli ten wzrok Jezusa na sobie, bylibyśmy wiernymi,
skorymi
i świętymi we wszystkim. Wprawdzie Bóg jest wszędzie, ale w Przenajświętszym
Sakramencie jest szczególniej widoczny. Myśl więc, że Jego oko ludzkie
ściga cię przez mury i nigdy cię
nie traci z uwagi.
Nadto działaj zawsze z miłości do Pana Jezusa.
Nie po to tu jesteś, by wyrobić sobie jakieś stanowisko, nie po zapłatę,
jak najemnica, lecz przyszłaś z miłości, by oddać siebie na ofiarę. Nawet
rzeczy i środki, osoby i sposoby w zakonie są Jego, ale nie można tego
brać za cel życia. Wszystkie te rzeczy są stworzone, mają swój koniec,
czyż chcesz pracować dla ludzi? Jezus jedynie winien być celem miłości.
Niech wszystkie twe sprawy z tej wypływają pobudki.
"Kocham Cię i aby Ci tego dowieść spełniam
te czyny". Wszystko czynić na intencję
Komunii św., która winna być głównym punktem środkowym twego życia i dnia
całego.
Wszystko ma być przygotowaniem i dziękczynieniem
do Komunii św. Ona jest ostatecznym końcem wszystkich tajemnic życia Jezusa,
niechże będzie końcem całego twego istnienia. Komunia winna być celem,
a cnoty i dobre uczynki - środkami do doskonałego zjednoczenia
z Panem Jezusem. Mając cel taki wszystkie twe czynności staraj się zjednoczyć,
by tworzyły bukiet, który ofiarujesz Zbawicielowi, gdy przyjdzie po raz
pierwszy do Ciebie jutro. On nada ostateczną cechę doskonałości twym czynom,
moc twoim zasługom, On odnowi i powiększy cnoty, zacieśni związek miłości,
uczyni życie twe jednym aktem dziękczynienia, duszą i ciałem okazywać
będziesz to życie Boskie, a życie twoje zakonne będzie miłe i słodkie.
Bez niego
zaś będzie nieznośne jak na galerach lub katordze. Nie trać czasu na szukanie
sposobów,
bo tu Jezus jedynie wielki - prawdziwy. Modlitwa do Maryi i świętych ma
być tylko środkiem
ku temu, głównym zaś celem naszym winien stać się Eucharystyczny Pan Jezus.
JEZUS W EUCHARYSTII WZOREM
TRZECH ŚLUBÓW
Pan Jezus
w Eucharystii jest nie tylko źródłem świętości, ale i jej wzorem. Prawo
nie wystarczyło by nam, jeżelibyśmy nie widzieli wzoru w Chrystusie. W Eucharystii
dopełnia On Ewangelię, w której czytasz słowa Jego, a tu patrzysz na Niego.
Ewangelia jest księgą zamkniętą, a Chrystus w Eucharystii otwiera ją, rozwija,
objaśnia i dowodzi, ponawiając ją
i dalej prowadząc w naszych oczach: "Pójdź
i czyń podług wzoru, jaki Ci dałem".
Słowa te winny brzmieć zawsze wszystkim.
Jest wzorem ubóstwa. Niczego tu nie posiada,
a wszystkiego oczekuje z miłosierdzia ludzkiego. Obecnie wskutek czasów
wyjątkowych Kościół nie daje ślubów uroczystych, ale i śluby proste zobowiązują
do nieużywalności dóbr według woli. Wszystko, czego tu używasz dało ci
Zgromadzenie. Jeżeli mówisz, to jest moje, kradniesz. Strzeż się, by wyrzekając
się wszystkich rzeczy, nie przywiązać się do drobnych, byś serca nie zatopiła
w drobnostkach, jak dawniej
w wielości. Czy tedy jesteś swobodna względem każdej rzeczy? Wpatruj się
w Chrystusa, czego zewnętrznie używa? Ani chwały, ani majestatu, ani żadnego
przywileju, swego Bóstwa, ani władz żadnych człowieczeństwa. Tylko przynosi
swą istność, z której się ogałaca po zniknięciu postaci. Bądźmy jak On
ogołoconymi, nie posiadając niczego, oprócz naszej dobrej woli.
On przyjmuje jałmużnę dachu, sprzętów, bielizny. Można Mu to wszystko
zabrać, a On tego
nie broni. Wyrzeka się nawet siebie. Nie
gniewa się za ubóstwo, czyniąc je nieodłącznym towarzyszem drogi, byle
tylko była dobra wola.
Jeżeli
ci się sprzykrzy ubóstwo, wznieś oczy, patrz na Jezusa, On tam uboższy od
ciebie.
On zachowuje tylko postacie chleba i wina bez przedmiotu. Gdy się tak wyzujesz
ze wszystkiego, dopiero poczujesz wolność. Ubóstwo to niepodległość wyzwoleńca
Chrystusa, Jego dobrowolnego niewolnika. Gdy zgromadzenia zakonne wzbogaciły
się już zostały zgubione. W dniu, w którym zakonnica powie: "jestem
bogata", przestaje być zakonnicą. Dopóki zaś pracuje i ufa tylko
Bogu, wzrasta i rozwija się normalnie. Trzeba wprawdzie
myśleć o swych potrzebach, ale nie ufać i nie przywiązywać się do dóbr ziemskich.
Pan Jezus w Eucharystii jest wzorem czystości.
Łaska czystości pochodzi od Pana Jezusa.
Komunia Święta ją daje, utrzymuje, powiększa, wzmacnia i broni. Pijesz
w Niej Dziewiczą Krew Baranka bez zmazy, spożywasz Dziewicze Jego Ciało.
Pan Jezus jest istotą czystości
w Eucharystii: nie łączy się z żadnym ciałem, nawet z przymiotami chleba,
ponieważ niszczy
je i sam zostaje w ich miejscu, nawet z postacią widzialną, bo nie jest
z nią złączony ani
w treści, ani osobiście.
On tylko przybiera formę bez podstawy, która Go dosięgnąć nie może. Stąd
nauka, że nie powinnaś łączyć się z nikim inaczej jak tylko dla Pana Jezusa
w przyjaźni. Żadnych tedy związków zmysłowych, żadnego zmieszania i zadowolenia
choćby w myśli, gdyż trzeba być dziewicą sercem i ciałem. Profesja zakonna
jest niby chrztem, niektórzy przyrównują ją do męczeństwa, zaczerpnęłaś
w niej nową czystość, strzeż że jej pilnie i dlatego codziennie przystępuj
do Komunii Św. W czasie pokus, gdy wydają się być groźne, przyjmij Komunię
Św. duchową. Zagaś ten nieczysty płomień piekła ogniem miłości Bożej,
który uspokoi burzę,
jak na morzu.
Ślub posłuszeństwa dopełnia ofiary zakonnej:
mieści w sobie inne, wieńczy ofiarę z dóbr i ciała przez ofiarę z woli.
Pan Jezus jest wzorem i tutaj. Jaka uległość bezwzględna, ślepa względem
kapłana i wszystkich wiernych, przyjmują kiedy chcą i jak chcą jak niewolnika
wszędzie niosą,
nie uchyla się nawet świętokradcom. By
tedy oddać hołd Jezusowi, bądź posłuszna przełożonej. Nie patrz na osobę,
ani na czyn, który masz spełnić, bo tu Bóg przemawia
za pomocą rozmaitych narzędzi. Nie trać z oczu Eucharystii, by mieć siłę
słuchać zawsze
we wszystkim, z pośpiechem i radośnie. Jak to Pan Jezus przychodzi, kiedy
chcesz, a ty byś
nie poszła, kiedy On chce? Czyż jesteś wyższą od Niego? Bądź posłuszną
jak Aniołowie,
którzy spełniają wolę Bożą, jak Jezus w Sakramencie Ołtarza.
Trzeba, aby Pan Jezus sam spełnił te cnoty, byś
się stała jedną z Nim osobą w znaczeniu moralnym, by On ci dał życie,
natchnienie, łaskę i zasługę, a ty byś działała jako członek
i narzędzie. Teraz już Pan Jezus nie może sam spełnić czynów zasługujących,
bo już wstąpił
do swej chwały, jednak gorąco pragnie tego dla uwielbienia Ojca, chce
odnaleźć dusze,
zdolne do zasługi, prac i cierpień. W tym celu łączy się z wiernymi, którzy
się stają Jego członkami, a On ich wodzem, ich głową, ich sercem, udziela
im swej łaski, poucza ich,
każe im działać, spełnia w nich czyny zasługujące i tak wraca do życia
swego tułaczego
na ziemi. Ojciec widzi Go ubogim, czystym, posłusznym, cichym, pokornym,
nasze czyny stają się Jego czynami.
Na tym polega życie nadprzyrodzone. Rozpocznijmy je, starajmy się zachować,
ścieśniajmy
to zjednoczenie, nie czyńmy nic z nas samych, bo to nie będzie na chwałę
Bożą i na szczęście nasze, ale wszystko z Jezusem, który będzie naszym
Sercem, naszą myślą i duszą.
On chce zamienić życie nasze w swoje życie, swoją Osobą zastąpić osobę
naszą,
byśmy działali przez Niego, w Nim i dla Niego na chwałę Ojca i w Duchu
Świętym.
REGUŁA JAKO ŚWIĘTOŚĆ ZAKONNICY
Świętość zakonnicy zależy od pełnienia reguły
Zgromadzenia, do którego ona należy.
Reguła mówi, jakie są zamiary Boże, jak chce prowadzić zakonnicę, jakie
ześle łaski. Pobożność osobista i zachowanie tylko niektórych przepisów
nic nie zdziała, gdyż wszystko dane jest całemu ciału, a członki czerpią
życie tylko z połączenia z ciałem. Dlatego i w zakonie można się zbawić
tylko w całości, czyli o tyle, o ile jesteśmy złączeni z całością. Otóż
reguła jest duszą, która stanowi jedność Zgromadzenia. Bóg już nie żąda
od ciebie świętości osobistej, a chce, byś się zjednoczyła z całym Zgromadzeniem,
żebyś była żywym jego wcieleniem: nie człowiek święty, ale zakonnica święta
winna być w tobie uwieńczona. Reguła tedy ma być twoim przewodnikiem,
twoim najlepszym probierczym kamieniem. Trzeba ją przedkładać ponad wszystkie
ponęty, trzeba się przejąć jej duchem, by sądzić o wszystkim z jej punktu
widzenia. Za to otrzymasz trzy łaski przeciw trzem pokusom.
Reguła
chroni od niestałości, która jest wielką przeszkodą do pobożności na świecie.
Jest ona podobna do pewnego ruchu huśtawki: raz w górę, to znowu w dół.
Reguła nie pozwala zbaczać w prawo i w lewo, ani się cofać. Bierze zakonnicę
w objęcia i popycha ją i woła głosem przepisów, dzwonka i przełożonej:
"naprzód!" A ponieważ wszystkie to samo czynią, więc się
mnożą zasługi, przez współdziałanie pociągają nas te, które postępują w
dobrym, tak, że nawet trudno pozostać w tyle. Miłość własna i Boża nakłaniają
cię do postępu. Jest to tedy wielka pomoc przeciw słabości osobistej i wrodzonej
niestałości.
Reguła chroni od występków, upadków i niedbalstwa.
Kiedy chodzi o drugich, poświęcamy się wiele, a nad sobą - znajdujemy
trudności, bo nam się zdaje, że już dosyć robimy. Karmimy się poświęceniem,
jakby ono wystarczało za wszystko. Reguła wyznacza ćwiczenia do osobistego
uświęcenia się, wyznacza godziny, w których tylko o sobie myśleć powinnaś
- pracować
w sobie dla Boga. Bądź temu wierną. Te ćwiczenia to pokarm twej duszy,
twoje duchowe życie, gdyż przez nie tylko utrzymujesz ducha gorliwości.
Nic ci ich zastąpić nie może. Jakież pod tym względem złudzenie: chcemy
pracować i zawsze walczyć, a walka ta nie posila, ale rany zadaje. Wszystko,
co uczynisz dla drugich nie równa się w wartości temu, co ci reguła nakazywała
dla siebie, a tyś tego zaniedbała.
Najsłuszniejsze przyczyny są tylko pozorami dla
osłonięcia gnuśności i miłości własnej.
Więcej znaczy walczyć przeciw sobie, aniżeli przeciw wszystkim zbrodniom
świata.
Trzeba się zwrócić do Boga, nim się zwrócimy do ludzi. Nie ma ćwiczeń
pobożności osobistej, jeżeli się regule sprzeciwiają, albo prowadzą do
zaniedbania tego, co ona zaleca.
W tych ćwiczeniach masz obfitą łaskę zlaną na całe Zgromadzenie, a w osobistych
ćwiczeniach kropeleczkę łaski osobistej. Zresztą opuszczać ćwiczenia wspólne
dla osobistych, to źródło wszelkich złudzeń.
Reguła broni od niebezpieczeństwa przesady, która
jest podstawą złudzeń w życiu duchowym.
U młodych serca są gorące i wyobraźnia łatwo się zapala. Widzą u świętych
nadzwyczajne objawy pobożności, znajdują w książkach opis tajemniczych
dróg i chcą wejść na nie. Tymczasem przez tamte czyny Bóg w pewnych okolicznościach
chciał tylko okazać świętość,
a nie pomnożyć, gdy przepisy reguły zmierzają do pomnożenia świętości.
Gdyby ci święci żyli w tych warunkach, co my i mieli takie same przepisy,
możemy ich naśladować, a jeżeli nie, zostawmy ich.
Jeżeli cię Bóg chce mieć fiołkiem, dlaczego pragniesz
być cedrem? Składając śluby zakonnica wyrzeka się wszystkich dotychczasowych
praktyk, a zobowiązuje się tylko do reguły. Możesz zatrzymać dla praktyk
innego Zgromadzenia tylko szacunek, ale tu ich nie stosować. Zachowaj
praktyki zwyczajne, a strzeż się nadzwyczajnych. "Magni
passus, sed extra via" mówił Augustyn o praktykach Rzymian
stoików. Ten, bez zwątpienia będzie zbawiony kto zachowa tę regułę.
Ten kto zachowa tę regułę, bez wątpienia zbawiony będzie. Komentatorką
żywą reguły powinna być przełożona Zgromadzenia, do której trzeba się
zwracać w wątpliwościach.
Zachować regułę dla swego Zgromadzenia, które
masz kochać miłością dziecięcą, przejęta
dla niej wdzięcznością za szczęście i uświęcenie. Nigdy dostatecznie nie
wywdzięczymy się matce, która żąda jedynie posłuszeństwa i wierności regule,
której jeżeli nie zachowasz,
zgubisz rodzinę i zabijesz swą matkę, czynisz rewolucję i niszczysz swe
Zgromadzenie.
Należy
się starać, by Zgromadzenie rozszerzać, zjednywać nowe towarzyszki, a uczynisz
to przez miłość i zachowywanie swej reguły. Inaczej Zgromadzenie będzie
usychać
od korzenia, gdyż zabraknie ogniska życia. Po was sądzić będą o Zgromadzeniu,
którego promieniami jesteście, przyświecajcie światłem, a przyjdą do niego.
Wreszcie trzeba dopomagać Zgromadzeniu do osiągnięcia
swego celu, jakim jest uwielbienie Miłosierdzia Bożego, przez czyny miłosierdzia
względem dusz zbłąkanych. Otóż uwielbić Boga potrafisz tylko według łaski
zakonnej, która do reguły jest przywiązana. Wielkie niebezpieczeństwo
powstaje, gdy nie jesteśmy wierni pierwszej łasce, jaka była
dana Założycielom Zgromadzeń. Tymczasem pojawiają się osoby, które sądzą
być powołanymi do zmiany myśli Fundatorów, do zrobienia czegoś lepszego.
Tymczasem Bóg błogosławi tylko Założycieli, a nie Reformatorów.
Reguła
pochodzi od Boga, który dał łaskę Fundatorowi, piszącemu cierpieniem i łzami.
Czym zatem Ewangelia dla Kościoła, tym dla ciebie winna być reguła. Niech
tedy wszystkie
jej słowa będą dla ciebie świętymi: "Jeżeli
kto odważy się dodać do niej cokolwiek... albo ująć jedno z niej słowo,
niech Bóg wymaże imię jego z księgi żywota i wypędzi go na zawsze
z miasta świętego"(Ap 22,19-21).
DALEJ
>> Rekolekcje cz. II
<<
spis treści
www.faustyna.eu
do góry
Prawa autorskie zastrzeżone © Zgromadzenie Sióstr Jezusa
Miłosiernego
Kopiowanie tekstów i obrazu Jezusa Miłosiernego dozwolone wyłącznie
z podaniem pełnej nazwy źródła pochodzenia lub aktywnym linkiem do strony www.faustyna.eu |