REKOLEKCJE ŚLUBY ZAKONNE "Obrałem być najpodlejszym w domu Boga mojego, niźli mieszkać w przybytkach niezbożnych" (Ps 83,11). "Otwórz mi siostro moja, przyjaciółko moja, otwórz mi" (Pnp 5,2). Tak przemówił dnia pewnego Bóg do ciebie. Poznałaś
ten głos umiłowanego, otworzyłaś Ślub jest to kontrakt darowizny, który wymaga
obustronnej opłaty. Cóż oddasz? Oddaj wszystko bez zastrzeżeń, które zwykle
kryją ostrożności i psują daru szczerrość, a więc: świat i jego dobra,
zdolność i możność zostania celem czegokolwiek, ciało i duszę, umysł i
serce na zawsze, nigdy nie żądając zwrotu. A co da Pan Bóg? Chyba się
nie zadowolisz zapłatą stokrotną Piotra, lecz zażądasz jak św. Tomasz
z Akwinu: "Ciebie samego i nic jak Ciebie".
Ślub jest uświęceniem się szczególniejszym. Jak
dawniej ofiary były oddzielone od reszty, Jak dworzanie na dworze Króla stanowią jego siłę
i zawsze stają w pierwszym rzędzie Profesja wreszcie jest zawarciem związku z Chrystusem.
On cię dopuszcza do swego towarzystwa, dostarcza ci łask i środków w spółce,
a żąda w zamian pracy i ofiary. Źli ludzie łączą się w towarzystwa do złego i
przysięgają wytrwać pod karą śmierci: już się wycofać z pęt szatańskich
nie mogą. A czyż ty inaczej zechcesz służyć swemu Panu? Przez profesję
dajesz zobowiązanie do zupełnego wyrzeczenia się i wyniszczenia swej miłości,
Zbawiciel - największy talent świata i geniusz,
ideał wiedzy to wzór dla pracujących. do naszych sił i talentu. A tymczasem każde zajęcie jest drogie i cenne, bo najlichsze, najpośledniejsze jest zroszone potem Jezusa, pokryte kurzem Jego warsztatu i na nim oko zakonne, wierzące znajduje ślady rąk Chrystusowych. Praca Pana Jezusa była trudną i ciężką, gdyż za pokarm służyła marna potrawa: kukurydzowy placek, trochę oliwy, woda z winnym kwasem. Za miejsce spoczynku - mała izdebka i mata z sitowia rozciągnięta na ziemi. Za ubranie - sandały drewniane, płaszcz płócienny, ręką Matki sporządzony. Patrz na pracę Zbawiciela w tych warunkach wykonywaną,
bo i my mamy pracować podobnie. Praca ta przynosiła upokorzenie, gdyż
trzeba było pracować z dnia na dzień przy niepewnym jutrze. My nawet takiej
pracy nie mamy. W zakonie inni za nas myślą o wszystkim, a Chrystus radował
się, gdy Józef przynosił ubogi zarobek, gdyż wszyscy tam żyli z dziennej
zapłaty. i warunków wykonywania pracy i to codziennie, bez przerwy. Uczy się z wielką pokorą - On źródło wiedzy, z jakim pietyzmem przyjmuje wskazówki, spełnia wszelkie polecenia z radością, przyjmował uwagi z zadowoleniem. Tymczasem w zakonach uwagi wywołują grymasy, niezadowolenia, niesmaki. Tam często wielu się zdaje, że przełożona nie może wtrącać się do pracy, bo my przecież wiemy najlepiej jak ją wykonać. Chrystus przy pracy wciąż spogląda na krzyż,
szuka krzyża, w godzinach samotnych ogląda duchem kolumnę biczowania,
widzi siebie w Pretorium Piłata, słyszy wołania
"na krzyż" bez skargi, gdyż widzi tu wolę Ojca. Pracuje z wdzięcznością. Wie, że Ojciec zawsze działa - pracuje, chce jako człowiek brać czynny udział w pracy Ojca. Pracuje z męstwem, w głodzie, chłodzie, bez małoduszności i zmiany, a siły czerpie z Boga. Wyniki pracy pozornie są nikłe, ale On ją błogosławi i nagradza. Przynieśmy tedy Chrystusowi każdy rodzaj pracy i spytajmy, czy On jest z niej zadowolony. A gdy zgani, prośmy, by oczyścił intencję naszą w pracy. O POKOJU DUSZY I ROZPOZNAWANIU DUCHÓW Po rozważaniach o śmierci, grzechu i innych prawdach
wiecznych może powstać w duszy Szatan zaś wprowadza zamęt i niepokój. Dlatego
trzeba znać naukę o rozpoznawaniu duchów. Spokój duszy wywołuje myśli potrójne: dusza nie doznaje smutku, zwątpienia lub zniechęcenia, bo wiara w Opatrzność i Miłosierdzie Boże mówi, że Bóg jest Ojcem troskliwym o duszę i bez Jego woli nic złego nas spotkać nie może. "Wszelkie troski wasze składajcie na Boga, gdyż On ma pieczę o was" (1P 5,7). "A wiemy, że tym, którzy miłują Boga, wszystko pomaga ku dobremu" ( Rz 8,28), powiada święty Paweł. Więc, gdy na duszę przyjdzie apatia, niechęć i niemoc, trzeba wszystko kierować do Miłosierdzia Bożego i ufać, że Bóg pośpieszy z pomocą. W duszy gruntuje się przekonanie, że wszędzie, zawsze i we wszystkim mogę służyć Bogu i być doskonałym. Ta prawda uzależniona jest od mojej woli. Praca ta trudna, ale całkowicie dostosowana do
moich sił, natury i woli, która dużo może kiedy musi, a stokrotnie, kiedy
chce. Zewnętrzny mus dokona wiele, ale więcej kiedy naprawdę chcemy. Dlatego
świętość nasza uzależniona jest od naszej woli - najsumienniejszego spełniania
obowiązku. Te trzy myśli muszą rozproszyć najbardziej posępne usposobienie,
Pierwsze zwierciadło to u osób zakonnych skwaszonych,
zgryźliwych, niezadowolonych w dodatki w tym celu, by skupić na sobie uwagę innych. Taki człowiek w oświetleniu prawdziwym ciężkości swych błędów nie zrozumie. To drugie zwierciadło jest więcej niebezpieczne, gdyż posługując się nim dusza zakonna występuje wbrew własnemu sumieniu, byle nie zasmucić otoczenia. Gdy chodzi o pogodę życia zakonnego trzeba mieć trzecie zwierciadło -zdrową i prostą wyobraźnię, która nam ukazuje, jakimi jesteśmy w rzeczywistości i mówi nam prawdę w oczy. Jeżeli wyobraźnia będzie zdrowa, uchroni nas od grymasów przeczulenia na punkcie własnej osoby. Jest ona pierwszym elementem do stwarzania trwałej pogody ducha. Na ten pokój duszy trzeba mieć pogodę ducha, bo zakłócić go potrafi małe wejrzenie. Uczyńmy teraz rzut oka na przeszłość. Są ludzie,
którzy lubią się grzebać się w sobie, Prostota serca to obraz dziecka: szczere, proste, otwarte, bez pozy. Zgodność zewnętrznych przejawów z wewnętrznym stanem, bez obłudy, udawania, pozowania, nie ma ubocznych względów, nie kieruje się zasadami świata ani zmysłowymi podmuchami. Dziecko pociągające to jasny wyraz tego, jaką prostota być powinna. Czwartym elementem pokoju jest węzeł jedności,
zgodne i serdeczne porozumienie się O MIŁOŚCI SIOSTRZANEJ "Synaczkowie miłujcie się wzajemnie - mawiał Jan Apostoł, gdy już w podeszłych latach miewał kazania do uczniów - To jedno spełnijcie, a wystarczy wam ono za wszystko". Istotnie miłość jest koniecznym warunkiem utrzymania ducha i równowagi wewnętrznej, ona daje szczęście życiu zakonnemu. Jeżeli w nią się wmyślimy, przekonamy się, jak nam brak tej prawdziwej delikatności, potrzebnej do zespolenia naszego życia. Mówią nam o tym rachunki sumienia, że największym uchybieniem, niedoskonałością, jaką napotykamy w życiu zakonnym, to brak prawdziwej miłości bliźniego, o której trzeba często mówić. Bóg dał światu zasadnicze trzy prawa, a każde z nich potrąca o miłość. Prawo naturalne - obchodź się z drugim, jak
chcesz, by się obchodzono z tobą. Prawo Mojżeszowe - jak sam sobie życz
tak innemu. Wreszcie prawo łaski - abyście się społecznie miłowali, jak
ja was umiłowałem. Aby się po mistrzowsku przejąć zasadą miłości bliźniego
przypatrzmy się dwom pobudkom miłości, która winna stać się naszym ideałem,
przejść Dla nas ten nakaz jest ścisłym obowiązkiem, wynikającym z dążenia do doskonałości: mamy upodobnić się rozumem, sercem i wolą do Chrystusa pod każdym względem. Druga pobudka z rozumu: jesteśmy dziećmi jednego
Ojca, członkami mistycznego ciała - Kościoła, zespala ta sama wiara, karmi
też Eucharystia, ma więc i miłość ożywiać. W zakonie nadto stanowimy rodzinę:
ten sam Oblubieniec, to samo niebo, ta sama nagroda, te same cele. Miłość zakonna różni się od świeckiej, która
się opiera na węzłach krwi, interesu, jest krucha, Miłość winna być duszą życia zakonnego, ozdobą Zgromadzenia, podwaliną świętości, doskonałością życia, pociechą i nagrodą. Opanowana, cnotliwa miłość własna ma być miarą, Chrystus nie żąda równej miłości, ale podobnej - to promień czysty, wypływający z miłości własnej. Pragnę dla siebie dobra, radości, szczęścia, to samo dla drugich. Mamy widzieć bliźniego w sercu Bożym, wówczas zrozumiemy myśl Pawłową: "Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest." (por. 1Kor 13,4-8). Staniemy w tym pięknie, jeśli w myślach, w słowie,
przejawiać się będzie nasza miłość ofiarna, szczera i prosta. Strzec się
trzeba porywczości, podejrzliwości i zazdrości. Powodem potępienia są
pozory tym nieszczęśliwsze, że widzimy źdźbło w oku bliźniego, a kloca
we własnym oku nie spostrzegamy. Z czynności zewnętrznych nie można wyrokować
o pobudkach, z jednego wypadku o charakterze, bo stąd płynie lekceważenie
bliźniego. Trzeba przebaczać, a my urazy chowamy w duszy. Za jedno słówko
zakopane w duszy serce długo wonieje urazą. A antypatie? Że się niby nie
gniewa, ale przy spotkaniu głowę odwraca, udaje, że nie słyszy. Strzec się słów ostrych, złośliwych dowcipów,
sarkazmu, żartów zasmucających, ostrych sprzeczek, aby bliźniego nie ranić
mieczem języka. Bajka Ezopa, który jako niewolnik Jak nam trzeba miłość zachować, jak dojść do
niej, jak ją uprosić i wyrobić sobie ducha pokory
Zakończyliśmy przeszłość naszą spowiedzią i teraz
już jej nie rozdrabniajmy, nie szukajmy już win w niej, ale mówmy z Apostołem:
"Tego co nazad jest zapominam, a do tego
co wprzód wyciągam ręce"/Flp 3,13/. Jeżeli szatan zechce budzić
w nas lęk, małoduszność, zamknijmy drzwi duszy naszej przed nim, a otwórzmy
serce dla Pana Jezusa, który po 40 dniach rekolekcji z całą starannością
ogląda się za uczniami, szukając pociechy dla swego apostolskiego serca.
Pod względem powołania można ludzi podzielić
na dwie kategorie: warunki naturalne Do drugich Chrystus sam mówi: "Pójdź
za mą" (Mt 9,9). Daje im skarb powołania, a oni nie chcą Łaska pociągnęła serca grube, dzikie, nieokrzesane,
wzniosła z życia codziennego wzwyż Po Zmartwychwstaniu skupił Zbawiciel zgromadzenie,
którego ośrodkiem jest On, jest punktem ciężkości i życia zakonnego. Jego
muszę studiować, naśladować, przez Niego dojść do cnoty, przez Niego mam
zostać świętą. Jego poznawać i ukochać mam, Jemu zawdzięczam zdobywanie
cnoty, gdyż drogą do życia jest On, Chrystus. A my czynimy opacznie: chcemy
się upokarzać da siebie, a to trzeba czynić dla Zbawiciela i z Nim być
razem. Gdy przy krzyżu Zbawiciela radośnie trwać będę, On mnie skutecznie
pociągnie, bo chce mnie mieć przy sobie. A ja często w kącie sama. Otrzymam
rozkaz ciężki, bolesny, wstrętny. Któż mi sił doda? gonić za myślą i męczyć się? Szukajmy stóp Chrystusa i jak Magdalena rozmawiajmy z Nim, ogrzewajmy się promieniami Jego miłości, a znajdziemy Boga nie siebie. Odnawiajmy w życiu codziennym swe śluby po Komunii św. On wtedy Sam jest. Jezus powołał uczniów do godności Apostolskiej:
"oni mieli być Jego zastępcami, źrenicą
Jego oka. I my powołani do tegoż. Bo Chrystus powołał do wspólności życia
zakonnego z życiem Zbawiciela. On nasze szczęście. W Nim żyć i poza Nim
niczego nie pragnąć. A ja nie daj Bóg, bym się miał chlubić w czym innym,
jeno w Panu moim Jezusie Chrystusie". Ta wspólność pracy z
Nim stanowi największe szczęście na ziemi. Więc powołał mnie nie żeby
się modlić ciągle, nie żeby tylko pracować, nie żeby tylko myśleć o własnej
duszy, ale byśmy byli apostołami i dopomagali do szerzenia Królestwa Bożego,
do apostolskiej działalności, Apostołowie poszli zaraz bezzwłocznie, nic nie
wzięli na pamiątkę z pośpiechu, bez myśli, Rzućmy się do stóp Chrystusa i podziękujmy z każdą godzinę życia zakonnego, za każdą łaskę, za każdy kęs chleba, za każdy przejaw Jego miłości. Okażmy wdzięczność za odnowienie ofiarowania się, gotowi na wszystko. Prośmy o miłość prawdziwą, aby iść wiernie w apostolstwie świętym, bo świętość i żarliwość, to istotne cechy apostolskiego życia zakonnego. Z nim mamy spełnić posłannictwo względem dusz powierzonych naszej pieczy.
w tym apostołowaniu biorą udział, - pośrednio lub bezpośrednio. Porównajmy z armią, która się ściera z nieprzyjacielem. Jest tam wódz, który kieruje wszystkim; są żołnierze walczący o różnej broni, są również przeznaczeni do zaprowiantowania wojska jak do zbierania rannych z pola walki i odnoszenia do szpitali. W Zakonie również jest dowództwo, które musi mieć żołnierzy wyrobionych, pracujących na froncie powołania. Muszą oni również mieć pomoc w dostarczaniu środków potrzebnych. Tę pomoc okazują siostry konwerski. Jakikolwiek mają urząd, pracę, znaczenie od przełożonej do ostatniej siostry konwerski wszyscy dążą do jednego celu, jedno rozwiązują zadanie, działają razem przez modlitwy, prace i ofiary. Praca w zakonach czynnych to nie tylko uświęcenie siebie, ale i rozniecenie miłości Bożej w sercach innych ludzi. Nie ma lepszego środka na urobienie, jak wytrwałość i ufność w pomoc Bożą w pracy nad udoskonaleniem innych ludzi. Kto taką pracą się zajmuje jest aniołem Boga. Świętość jest potrójna: pokutująca, osobistego stanu łaski i chwalebna. Anioł pokuty nie potrzebuje, ale my jej potrzebujemy,
a nie ma lepszej pokuty, jak praca około dusz; jest ona trudna, niewdzięczna,
pełna ofiar i zaparcia się siebie, dlatego jest obfitym Jak anioł ma być istotą wyższego rodzaju, wyrobienia,
silnego charakteru, pociągającej energii życia - świadomej, co chce osiągnąć.
Aniołowie są istotami duchowymi, ich się nie widzi, Aniołowie nie oczekują nagrody, pozostają w zapomnieniu
we wzgardzie nieraz, "Cokolwiek uczyniliście
tym maluczkim, Mnieście uczynili" /por. Mt25,40/ mówił Pan
Jezus, O KRÓLESTWIE CHRYSTUSOWYM Na świecie wiele jest królestw: martwej natury,
roślinne, zwierzęce, ludzie zakładają królestwa osobno pilnie strzeżone
wojskiem, rozszerzane wojną. Chrystusa Królestwo jest inne - nie Siedzibą tego Królestwa jest dusza ludzka, a
objawem harmonia wewnętrzna pomiędzy duchowymi władzami a cielesnymi.
Kto chce tedy być w tym Królestwie, winien namiętności swe poddać rozumowi
i woli, winien rozum swój oświecać światłem wiary, a wolę swą wzmacniać
łaskami i poddać ją woli Bożej. Już pogaństwo widziało w naturze ludzkiej
dysharmonię i usiłowało ją usunąć: stoicy za pomocą wykorzenienia namiętności,
Żaden z pogan celu nie osiągnął i musiał w upokorzeniu
powtarzać: "Widzę lepsze rzeczy Skoro Chrystus zaprasza nas, zadaniem naszym
będzie wpatrywać się w Niego i naśladować Go. Przede wszystkim w Królestwie
Chrystusa nie może być cienia grzechu, bo grzech śmiertelny wyklucza bezapelacyjnie
z tego Królestwa, w którym wszyscy mają nosić szatę godową czystości i
niewinności. Przez śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa zaciągnęliśmy
się do Królestwa Chrystusowego, ale tylko zewnętrznie: śluby i habit jeszcze
zakonnika Przyłączyć się musimy duchem. Nam nie wolno zadowolić
się obecnością przy Nim: nam trzeba walczyć przy Nim. A walcząc mieć na
względzie nie tylko własną doskonałość i świętość, ale dobro innych ludzi
nam powierzonych. Inaczej szerzenia Królestwa Bożego pojąć nie można.
Przed nami nie Bóg karzący, ale dobroczyńca - Miłość pociągająca wszystkich,
nie Bóg kary póki się duchem miłości Jego nie odrodzimy.
Na polach Babilonu zgromadzili się ludzie ze
świata całego. Po jednej stronie wznosi się tron To burzyciel pokoju, który na duchowym polu Chrystusa
zasiewa kąkol niezgody i przygłusza nim wschodzące cnoty, wszczyna zamieszanie,
rozdwaja serce, a obecność swoją objawia Szatan to wytrawny psycholog, nie do wszystkich idzie
ze wszystkim, gdyż wie gdzie, kiedy czy cnoty tylko pozorne, czy jesteśmy leniwi lub pilni, czy ostrożni lub lekkomyślni. Raz uderza gwałtownie, to podchodzi powoli i budzi zniechęcenia /Bóg mnie opuścił i nie chce mnie/. Przychodzi nieraz z głupstwem i przeraża bluźnierstwami, przedstawia bezowocność praktyk, by duszę zniechęcić. Wówczas dusze wystrzegają się tylko grzechów ciężkich, tolerują skłonności do mniejszych, otrzymują w ten sposób trujący zastrzyk, stronią od umartwień, odzierają się z nadprzyrodzoności, tracą delikatność i okrywają się warstwą jakąś nieczułą, przywiązują się do siebie, wyrabiają upór woli, słuszność własnego rozumu i kierują się same. Aż wreszcie powoli diabeł nakłania do grzechu ciężkiego. Przypatrzmy się własnej duszy, gdyby ona nie była takim skarbem, to by szatan nie kusił. Trzymajmy się na baczności i zmysły swe na wodzy, trzymajmy się reguł, powinności, a w razie pokusy otwierajmy swą duszę spowiednikowi, by się ustrzec samowoli wewnętrznej, będącej podatnym gruntem dla pokus szatana. Śliczna dolina około Jerozolimy, pośród niej
obóz, a w niej ład i porządek, spokój i cisza wielka. Śpieszą na dolinę
pełni zadowolenia i radości, pogody i wewnętrznego spokoju. Wśród nich
piękna postać z miłością w oku - to Chrystus. Zbliżmy się bliżej, uklęknijmy
i przypatrzmy się Mu bliżej. Zmierzył tą dolinę wszerz i wzdłuż, a przechodząc
rozsiewał same dobrodziejstwa, gdzie stanął rzesze Go otaczały, a On dawał
im szczęście. Jest ubogi, posłuszny, prześladowany na tronie nie siedzi,
choć to Król królów. Stoi otoczony apostołami - czyli stać się jak dziecię. "Błogosławieni, gdy was prześladować będą"... "Radujcie się i weselcie"... (por Mt 5, 3nn). Wylaniem krwi swej i łaską Chrystusa dopomaga
nam, wzmacnia wolę i oświeca rozum. ZNACZENIE REKOLEKCJI "Służcie Panu
z radością" (Ps 100), powiada Psalmista, tymczasem radość
w służbie Bożej zakłócają trzy myśli: o przeszłości, przyszłości, czy
wystarczy sił, by dojść do celu. do której należy się przygotować w czasie rekolekcji. Bóg największe grzechy przebacza i zapomina o nich, dlatego krzywdzimy Boga i własną duszę, gdy ustawicznie wracamy pamięcią do win dawnych. Po rozgrzeszeniu nasze grzechy spoczywają w zawrotnej przepaści Miłosierdzia Bożego. Po co siłą woli dobywać te grzechy, które już są przykryte miłością miłosierną. Niedobrze, gdy słoneczną jasność duszy nurtuje myśl, czy odpokutowałem za dawne winy? Jak przy wniebowstąpieniu radość ogarnęła Apostołów, że już nie pamiętali swej smutnej przeszłości, tak nam już trzeba zapomnieć o niej. Wprawdzie w pierwszych wiekach za grzechy Kościół wyznaczał surowe pokuty, jak posty, jałmużny itp., których dziś nie stosuje. Ale wówczas nie naznaczał pokuty wstąpienia do klasztoru, bo to byłaby pokuta za wielka. Skoro teraz jesteś w klasztorze, możesz odpokutować za najgorszą przeszłość swoją wiernością regule i ślubom przez dobrowolną ofiarę woli, rozumu i serca. i postępować roztropnie, jak Bóg postępuje z nami. On chce naszej świętości, ale nie czyni nas bezgrzesznymi, lecz żąda naszej pracy ustawicznie w uświęceniu. Tym samym, że czynimy postanowienia, mamy się przekonywać przy sposobności, czyśmy je spełnili. Bóg widzi w postanowieniach naszych dobrą wolę, a spełnieniu ich pobłogosławi tylko w łączności z ofiarami z strony naszej. Ofiar obawiamy się, a czyż Chrystus nie poniósł dla nas ofiary największej? Zofia Barras tak polubiła ćwiczenia pokutne i ofiary, że ich szukała, jak ludzie szukają słodyczy. Nie patrzmy na ofiary przez powiększające szkło, a wówczas myśl o przyszłości nie zasmuci nas nigdy. A czy sił wystarczy? Źródłem słonecznym sił w pracy
dla nas jest Jezus Chrystus. Jak Szaweł - naczynie odrzucone - stał się
Szawłem - naczyniem wybranym dzięki łasce i współpracy z nią, Ma ustawiczny rozdźwięk między sumieniem a czynem, nie ma jedności myśli, otoczenie dla niego obce, a on zagadkowy i tajemniczy wszystkich od siebie odstręcza. Dla niego rekolekcje nic nie pomogą, chyba tylko cud może spowodować zmianę i zawrócić ze złej drogi, sprawiającej mu już tu na ziemi piekło. Drugą klasę stanowią opieszali i oziębli. Charakterystyka
tej drogi sprowadza się do objawów zewnętrznych. Praktyki spełnia mechanicznie.
Żyje z dnia na dzień bez pojęcia o swoim stanie, bez zrozumienia swego
powołania, bez zainteresowania się sprawami powołania. Pobudką działania
jest tylko wzgląd ludzki, bez intencji nadprzyrodzonej. Do uzdrowienia
tej duszy nie trzeba cudu, a rekolekcji. Główną przeszkodą tu jest miłość
własna, która pobudza do myślenia, Pobudką działania jest tylko miłość własna, a za nagrodę ma smutek i zniechęcenie, gdy się praca nie udaje. W modlitwie i ćwiczeniach nie znajduje siły, skupienie przychodzi trudno, bo nad swymi czynami przechodzi bez postanowienia, bez poprawy i refleksji. Karność zakonna wydaje się nieznośna, a posłuszeństwo pochodzi tylko z niewolniczej bojaźni. Obowiązkowość żadna, bo obowiązek to ciężar moralny. Życie zakonne domu jej nie obchodzi, czy prace mają uznanie czy owoc pracy postępuje, czy liczebność rośnie "byle mnie było dobrze". Nie ma tam umiłowania dobra wspólnego ideału. Czasami przejawia się pewna gorliwość, ale tylko zewnętrznie z pobudek doczesnych. Żąda dla siebie szacunku, sądzi, że jest dobrodziejstwem klasztoru, dba o wygody, wmawia sobie, że pracuje więcej, niż inni. Myśli, że wszystko jej się należy, uważa że czyni dobrodziejstwo, iż poczuwa się do społeczności rodzinnej. ani gorący, ale letni" /por. Ap 3,15-16/. Prawdziwej pociechy taka dusza nie zna, bo zanim się do niej dostanie, już jest zatruta; dla niej wszystko jest trudne i ciężkie: nie ma prawa do radości, jak maszyny kolejowe bez kół, komina i pieca a mające pretensje, że ich nie używają. Nie mogą doświadczyć na sobie: "Jarzmo moje wdzięczne jest". Taki stan doprowadza do grzechu ciężkiego, gdyż dusza nie ma zamiłowania do rzeczy nadprzyrodzonych, a kocha się w zmysłowości, wygodach i wystarczy jedna większa pokusa, aby przyprawić o upadek. Trzeci rodzaj to dusza gorliwa, gotowa na wszystko dla Boga, płomienna w miłość i gotowość cierpieć dla Pana. We wszystkich pracach pogodna, ochotna, ofiarna, wesoła, promienna, zadowolona, przejęta bojaźnią dziecięcą. Spoczywa na niej łaska Boża i jest radością dla Pana, który błogosławi im na każdym kroku. Pełno w niej życia, cierpienia, pokoju i radości. "Kto skąpo sieje, skąpo i zbiera, a kto sieje z błogosławieństwem, błogosławieństwo zbierać będzie. Oddajmy teraz swe serca Bogu niepodzielnie i całkowicie. Niech w rekolekcjach (dusze) oziębłe wyjdą ze swego stanu, jak św. Franciszka Rzymianka po rekolekcjach Łęczyckiego. CICHOŚĆ "Uczcie się
ode mnie, iżem cichy"( Mt 11,29), powiedział Pan Jezus, żądając
od swych sług głównie tej cnoty, stawiając ją obok pokory, a nawet przed
nią. Świętość nie oparta na cichości Cichość jest owocem miłości nadprzyrodzonej Boga,
jest palmą zwycięstwa człowieka Uczynić człowieka cichym, jest to odmienić go
z gruntu i doprowadzić jego naturę do stanu nadprzyrodzonego. Bezbożny
nie zna granic uniesieniom i zwraca się nawet do Boga, jeżeli wyczerpie
swój gniew na bliźnich. A natury pobożne pozornie w zakonie stają się
najstraszniejsze w gniewie swoim i trzeba długiego czasu, by płomień ugasić,
a gorące węgle długo jeszcze będą mogły łatwo się rozżarzyć. Trzeba być cichą względem Boga. Bóg niekiedy
ukrywa swe Miłosierdzie pod osłoną zagniewanej postawy i zdaje się zamykać
źródła łaski. Dozwala, by wszystko, co robimy Cierpimy, ale jesteśmy poddani i Bóg jest zwyciężony
słodyczą cierpiącej duszy. On chciał się przekonać, czy Go kochasz więcej,
niż łaski Jego. Bez cichości nie poddamy się woli Bożej, jeżeli będziesz widzieć w nich dary Boże, a w nich kochać Boga. Ludzie to worki przedziurawione, kto w nich skarb mieści, straci. Jeżeli będziesz widzieć Boga w bliźnim - będziesz znosić jego wady, napominać bez goryczy, obchodzić się jak z Chrystusem idącym na Kalwarię, oddawać Mu usługi, litować się nad nędzą bez gniewu, z cierpliwością i dobrocią. Ale nie ma rzeczy potrzebniejszej jak słodycz do bliźniego w Zgromadzeniu, gdyż pokój i jedność braterska polega na tej cichości. Jeżeli bliźni stanie na przekór, zniesiemy to w cichości i pomyślimy, że to tylko pożyczone i ma być oddane, bo i my może nie raz staliśmy, albo staniemy na przekór. Cichość unika sprzeczek i kłótni, jak zalecał Pan Jezus na ostatniej wieczerzy. Należy być także cichą dla siebie. Naturalnie
gdy idzie o unikanie grzechu, o usunięcie okazji, Na próżno gniewać się na siebie, że nie jesteś
doskonałą. Jeżeli chcesz wydać się doskonałą we własnych oczach, staniesz
się jak nieuk wmawiający sobie, że jest uczonym. Jak biednemu dajesz jałmużnę
nie wnikając, czy na nią zasługuje, tak postępuj i z sobą. Twoja słabość
a szczególnie w modlitwie. Zaczynasz rozmyślanie, a nie masz, ani myśli, ani uczucia, ani sposobu odprawienia go, cierpimy nad tym, ale trzeba się temu poddać i nie mieć do siebie żalu, bo sami z siebie nic lepszego nie uczynimy. Gniew tu byłby dowodem pychy, starcia się miłości własnej, która marzy o wielkich sprawach i sądzi się być zdolną do najtrudniejszych rzeczy. Bóg nas zatrzymuje na właściwym miejscu i przedstawia nam naszą nicość. Trzeba w cichości patrzeć na nią i ofiarować Panu Bogu, a On ześle promień słońca, bo On wejrzał na ubogiego na kupie gnoju Hioba. Prorok woła: "Czemu smutna jest dusza moja? - Spera in Deo - ufaj Bogu i Jego Miłosierdziu" (Ps 42,6) oto odpowiedź i lekarstwo.
jako rozumna istota, dąży do piękna - pożąda ideału. Bóg godzien jest miłości w Synu Swoim wcielonym, jako arcydzieło Ojca i pierwowzór wszystkich bytów. Jest niezrównanie skromny, miłujący wszystkich miłością niewymowną. Stoi wsparty na krzyżu i obejmuje swym wejrzeniem dusze mu oddane, żądając od nich wielkiej i bezgranicznej miłości. Przyjrzyjmy się z bliska, jaką winna być ta miłość. Życie Jezusa było ubogie, więc i ja mam miłować
ubóstwo, które jest godłem Jego. bo łączy z Panem w zażyłości i serdecznym obcowaniu. Serce nasze tęskni za obcowaniem poufałym dziecka, jak tęskni i choruje góral za powietrzem hal, gdy się znajdzie na nizinach. Jesteśmy mieszkańcami gór, a dusza nasza, myśl i serce może żyć i rozwijać się tylko na szczytach, opromienionych miłością Bożą. My dzieci światłości! my jej nie zaznamy bez zażyłości poufałej z Jezusem, naszym Królem, Bratem, Panem i Oblubieńcem. Tylko w zakonie możliwa jest ta zażyłość jaką widzimy np. u św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Ufność we wszystkim Temu, z kim pozostajemy w
zażyłości. Ufność w Miłosierdzie Boże. Zadośćuczynienie i wynagrodzenie Bogu i Panu
za siebie i drugich, to duch pokuty, * * *
Prawa autorskie zastrzeżone © Zgromadzenie Sióstr Jezusa
Miłosiernego |