10
strona główna

<< POWRÓT do części I

XXXII ROZWAŻANIA O MIŁOSIERDZIU BOŻYM
opracowane na podstawie publikacji ks. dr Michała Sopoćki
(wybór tekstów s. Teresa Szałkowska ZSJM)
część IV


Rozważanie XIX
SKUTKI UFNOŚCI

"A ja zaufałem Twemu miłosierdziu; niech się cieszy me serce z Twojej pomocy,
chcę śpiewać Panu, który obdarzył mnie dobrem" (Ps 13,6)
.

Ufność w Miłosierdzie Boże jest uznaniem wszechmocy, dobroci i litości Stwórcy. Przez takie uznanie składamy Bogu hołd najwyższy, który otwiera bramy nieba i sprowadza na duszę liczne łaski Boże. Dlatego Psalmista powiada: "łaska ogarnia ufających Panu" (Ps 32,10).
Kto zaś ufa nie Bogu, lecz sobie, swemu rozumowi, bogactwom, stosunkom, ten stawia tamę Miłosierdziu Bożemu.

(...) Ufność daje męstwo i siłę do wytrwania w najtrudniejszych okolicznościach życia.
Dlatego św. Jan Chryzostom nazywa ufność hełmem, który zasłania duszę przed pociskami nieprzyjaciół. Dowodem tego jest Dawid, który bez broni wystąpił przeciwko uzbrojonemu Goliatowi i w imię Boga Najwyższego zwyciężył. Ufność w Miłosierdzie Boże chroni nas
przed atakami piekła. Wszystkie pokusy najłatwiej zwyciężamy przez krótki akt strzelisty,
skierowany do Najmiłosierniejszego Chrystusa:
"Jezu, ufam Tobie!".

(...) Ufność usuwa smutek i przygnębienie, a wlewa do duszy nadprzyrodzoną pociechę
i radość. (...) Radość jest jedną z największych potrzeb życia. Czym światło dla rośliny, powietrze dla zwierząt, a woda dla ryby, tym jest radość dla człowieka. (...) Otóż ufność
w Miłosierdzie Boże jest źródłem takiej radości, albowiem podnosi duszę znękaną, a krzyż życia czyni lżejszym i milszym. Dlatego św. Paweł raduje się wśród trudów apostolskich:
"Raduję się w cierpieniach za was" (Kol 1,24).

(...) Ufność czyni cuda, bo ma na usługi wszechmoc Boga i nieskończone Jego Miłosierdzie.
(...) Mojżesz z ufnością uderza laską o skałę, a ze skały wytryska potok. Piotr i Jan z ufnością mówią do spotkanego kaleki: wstań i chodź, a ten natychmiast odzyskuje władzę w nogach (por. Dz 3,7). Gdy więc mamy do spełnienia coś wielkiego i trudnego, zwracajmy się z ufnością do Miłosierdzia Bożego, jak owa niewiasta chora, która się dotknęła szat Jezusa i poczuła się zdrową.

Ufność w Miłosierdzie Serca Jezusowego daje pokój wewnętrzny, jak to mówi Psalmista:
"Gdy się położę zasypiam spokojnie, bo tylko Ty, Panie, pozwalasz mi mieszkać bezpiecznie" (Ps 4,9). Jak dziecię spokojnie zasypia na ręku matki, nie obawiając się niczego, tak dusza ufająca Miłosierdziu Bożemu pozostaje zawsze zrównoważona, niczego się nie obawia, przed niczym się nie trwoży, bo wie, iż prędzej matka zapomni o dziecięciu swoim, niż Bóg o tych, którzy Mu zaufali. Dlatego Chrystus Pan ukazując się Apostołom po Zmartwychwstaniu pozdrawiał ich słowami: "Pokój wam", albowiem Mu bardzo ufali.
Znany obraz Miłosierdzia Bożego przedstawia nam Jezusa w tym właśnie momencie
ukazania się Apostołom w Wieczerniku w dniu Zmartwychwstania wieczorem,
a kto będzie czcić ten obraz i ufać Zbawicielowi, dozna niezamąconego pokoju.

Ufność wreszcie zapewnia świetną nagrodę po śmierci, jak tego dowodzą liczne przykłady Świętych Pańskich. Oto św. Szczepan ufa Chrystusowi w dysputach z faryzeuszami,
a gdy ci zaczęli na niego rzucać kamienie, on woła padając na ziemię:
"Widzę niebo
otwarte i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Boga" (Dz 7,56),

- i dla tej ufności nie lęka się pocisków. (...) Przypominajmy często umierającym ufność
w Miłosierdzie Boże, co uchroni ich od trwogi i rozpaczy, a sprowadzi na ich łoże śmiertelne Anioła pokoju.

Wobec tak błogich skutków ufności, każdy z nas winien ją w sobie często wzbudzać, szczególnie w czasie pokusy, w niepowodzeniach i nieszczęściach, w samotności i opuszczeniu przez ludzi, w cierpieniach i chorobach, a nawet i wówczas, gdy się nam będzie wydawać,
że nawet Bóg nas opuścił. Tym bardziej wówczas garnijmy się do Najmiłosierniejszego Serca Zbawiciela, gdy nam odmawia swych pociech i nie wysłuchuje próśb naszych, gdy przygniata nas ciężkim krzyżem doświadczeń, jakich doznawali wszyscy święci. (...)

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, Skutki ufności, WA 7/1952, s. 132-135)


Rozważanie XX
W JAKI SPOSÓB UTWIERDZIĆ SIĘ W STAŁEJ UFNOŚCI BOGU

Pan Jezus w najrzewniejszych słowach i obrazach wzywa człowieka, by szedł za Nim drogą dziecięcej ufności i prostoty. "Ja jestem dobrym pasterzem"(J 10,11) - mówi, a ten jeden tytuł winien wzbudzać w sercu każdego chrześcijanina bezgraniczne zaufanie. W stosunku do Ojca Zbawiciel podaje siebie za Baranka, złożonego na całopalenie za grzechy całego świata,
a w stosunku do nas jest to Pasterz dobry: On zna i miłuje swe owce, karmi je swą nauka
i łaską, a nawet oddaje Ciało i Krew swoją na pokarm.

(...) Dlaczego Bóg tak zaleca ufność? Dlatego, że ona jest hołdem złożonym Miłosierdziu Bożemu. Ufność to odpoczynek naszego umysłu, pogrążonego w stałej myśli o obecności Wszechmocnego i Miłosiernego Boga, pojmowanego raczej jako Ojca i Zbawiciela niż jako Pana. Ufność to zachęta i otucha zawsze dająca się pogodzić ze wszystkimi klęskami i próbami życia. Jakkolwiek głęboka w sercu byłaby boleść, jest jeszcze coś głębszego w nas samych:
To Bóg obecny w duszy z całą swą potęgą, dobrocią i miłosierdziem. A ta zachęta w duszy chrześcijańskiej rośnie w miarę, jak się wzmagają cierpienia. Im bardziej dusza czuje się przytłoczoną i niemocną, tym więcej pojmuje, że ma liczyć tylko na pomoc Boga.

(...) W jaki sposób utwierdzić się w stałej ufności Bogu? Trzeba przede wszystkim chcieć
służyć Bogu, a chcieć szczerze, żyjąc prawdziwie po chrześcijańsku.
Dusza nasza ma jedną słabą stronę, a jest nią główna namiętność. Bóg wymaga od nas tej jednej ofiary, a której od dawna Mu odmawiamy, albo przynajmniej złożenie jej odkładamy. Wobec ostatecznych naszych przeznaczeń, musimy w gorącej modlitwie Bogu przyrzec,
że chcemy ofiarować Mu wszystko, czego od nas wymaga dla uświęcenia naszego.
Taka stanowcza wola wytworzy w duszy pokój i ufność. Wszelkie wahanie przytłumia ufność, dlatego trzeba raz stanowczo się zdecydować. Po co te płonne wysiłki, by pogodzić wymagania Ewangelii z żądaniami świata? To się nigdy nie uda, bo kto się przywiązuje do świata,
ogłasza się przeciwnikiem Jezusa. Cóż zyskamy stawiając opór łasce? Niepokój.

Bóg jest naszą ostoją i naszym Wodzem w bojach naszych. On potrafi zawsze obrócić wszystko na dobro: nasze pokusy, przykrości, boleści, choroby, oschłości itp. tak, że nie ma dnia, godziny, chwili, w której nie moglibyśmy mówić z Prorokiem: "Oto Bóg jest zbawieniem moim! Będę miał ufność i nie ulęknę się, bo mocą moją i pieśnią moją jest Pan. On stał się dla mnie zbawieniem!"(Iz 12,2). (...) Ufność to klucz do Miłosierdzia Bożego, to naczynie, jakim czerpiemy ze skarbca litości Bożej. "Jezu, ufam Tobie!".

(...) Jeszcze są dwie rady, jakie podaje Pismo św. dla utwierdzenia się w ufności - "Miej ufność w Panu i postępuj dobrze"(Ps 37,3), mówi Psalmista, byśmy nie roztrząsali, czy Bóg jest z nas zadowolony, ale raczej przypuszczali, że tak jest. Weźmy to za punkt wyjścia i czyńmy dobrze, pokładając w Bogu całą ufność. Drugą radę podaje Apostoł: "Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! (...) Pan jest blisko"(Flp 4,4). Radość ma być tak silna
i serdeczna, by nic nie mogło jej nadwyrężyć i zmienić. Niech to uczucie będzie nieodmienne, jak jego pobudka - Bóg. Wszystko niech się zmienia, prócz naszego usposobienia
względem Boga..

(...) Bóg nam towarzyszy wszędzie, uśmierza burze, dodaje odwagi, leczy ułomności.
Ręka Jego jest zawsze blisko nas, możemy ją chwycić ufną modlitwą. Nie traćmy odwagi,
gdy wbrew naszym oczekiwaniom dotkną nas cierpienia, które wyleczą nas z wad ukrytych, jakie może przyniosłyby nam zgubę. Jak garncarz trzyma w piecu glinę, dopóki się nie stanie dobrą, tak Bóg każe nam pozostawać w piecu doświadczeń, dopóki nie wyćwiczymy się
w cnocie. (...) Wreszcie ufność ma być połączona z tęsknotą, czyli pragnienie oglądania obietnic Bożych. (...) Tęsknota za Bogiem ma zagrzewać nas do ustawicznej pracy i zupełnego ofiarowania się Jemu.

(...) Nie możemy dosyć ufać Bogu, ale nie wolno nam kusić Go, gdyż ufność prawdziwa nie jest ani zarozumiałością, ani bezwładnością. "Za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna; przeciwnie, pracowałem więcej od nich wszystkich"
(1Kor 15,10),
mówi św. Paweł, czyli że jest dział dla łaski i dział dla naszej działalności.
Nie jesteśmy zdolni do wszystkiego, więc i nie wymagajmy od siebie wszystkiego. Możemy mało, toteż i Bóg od nas nie żąda dużo, ale domaga się, byśmy z Jego łaską współpracowali. Jeżeli chcemy, chciejmy szczerze i czyńmy, co możemy, a modlitwa dopełni czynu,
jak łaską dopełni naturę.

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, Rozważania o Miłosierdziu Bożym i konferencje.
O ufności, AAB, T. LVII, s. 261-266)


Rozważanie XXI
DROGI ZMARTWYCHWSTANIA

"Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć,
aby wejść do swej chwały?" (Łk 24,26)

Zmartwychwstając Chrystus wszedł do chwały swojej drogą cierpień i śmierci krzyżowej.
Nie rozumieli tej drogi Jego uczniowie. (...) Świat również nie rozumie tej drogi. Nie pojmuje
jej i wielu wyznawców Jezusa.
(...) Aby zajść z Chrystusem do chwały zmartwychwstania, trzeba przede wszystkim zaprzeć się samego siebie, czyli w niczym nie szukać siebie, swojej korzyści, swojej chwały, swojego wyniesienia, ale zawsze i wszędzie szukać chwały Bożej, jak to czynił Jezus:
"Ja nie szukam własnej chwały. (...) Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym" (J 8,50.54). Jak zegarek trzeba zawsze nastawiać, ogród zawsze uprawiać, ręce zawsze obmywać,
tak winniśmy siebie zawsze kontrolować w samozaparciu, albowiem nasze ja zawsze szuka
siebie w myślach słowach i uczynkach.

(...) Z samozaparciem łączy się poświęcenie, którego wzorem dla nas jest również Chrystus.
Dla naszego zbawienia poświęcił swoją chwałę, swój honor i swoje życie. To poświęcenie odnawia codziennie w niekrwawej ofierze i żąda, byśmy się Mu nawzajem poświęcali. Poświęca się nam w Sakramencie Ołtarza, oddając swoje Ciało nam na pokarm; sama słuszność wymaga, byśmy nawzajem poświęcili Mu się osobiście w wiernym spełnianiu przykazań i korzystaniu z łask, udzielanych nam w sakramentach św. To jest pierwszy konieczny krok na drodze do zmartwychwstania z Chrystusem i wejścia z Nim do chwały.

(...) Nie wystarcza samozaparcia się i chwilowego poświęcenia, a trzeba jeszcze wejść
na drogę cierpienia, czyli dźwigać krzyż swój z poddaniem się woli Bożej, a dźwigać go

"na każdy dzień". (...) Ze wszystkich stron, miejsc i czasów, a nawet z samego łona wieczności odzywał się i odzywa ten wyrok: "Nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie"(Łk 22,42).
Cierpienie jest konieczne, aby odpokutować za grzechy, aby zapobiec grzechom i ćwiczyć się w cnotach. Jest to narzędzie Miłosierdzia Bożego. W powodzeniu doczesnym człowiek zapomina o Bogu i na wzór syna marnotrawnego rozprasza dary Boże. Aby doprowadzić
do opamiętania, Pan dopuszcza na niego krzyże i w ten sposób poniekąd zmusza go
do porzucenia grzechu i do pokuty.

(...) Cierpienia zabezpieczają nas przed upadkiem i ułatwiają praktykowanie cnót.
(...) Cierpienia są narzędziem chwały Bożej, tryumfem łaski i szczytem ofiary ludzkiej.
Jak ze wszystkich prac i ofiar Jezusa Jego Męka krzyżowa najwięcej uwielbiła Ojca,
tak ze wszystkich ofiar i prac naszych mężne znoszenie krzyży najwięcej uwielbia Boga, najbardziej oczyszcza i uszlachetnia duszę i prowadzi do Zmartwychwstania z Chrystusem. Miłosierdzie Boże zamiast karać grzeszników odjęciem łaski, czyśćcem, lub odrzuceniem wiecznym, spłaca długi cierpieniami naszymi.

(...) Nie ma prawdziwego wesela bez cierpienia. Często szukamy wesela, nie przechodząc przez cierpienie i dlatego go nie znajdujemy. Dziś ten tylko śpiewa wesoło Alleluja,
kto z zaparciem się siebie wyznał swe winy w spowiedzi (...), kto przez cierpienie porzucił drogę grzechu, a wszedł na drogę cnoty i z Chrystusem zmartwychwstał do życia nowego. Krzyż bowiem jest tajemnicą miłości, a gdzie miłość tam nieustanne Alleluja.

(Sł. B. ks. M.Sopoćko, Szlaki Zmartwychwstania, WD 5/1949, s. 118-120)


Rozważanie XXII
MATKA MIŁOSIERDZIA POBUDKĄ UFNOŚCI

Maryja jest Matką Jezusa, a przez to samo i Matką Miłosierdzia. Spośród wszystkich tytułów, jakimi zdobimy imię Maryi, tytuł Matki Zbawiciela - Matki Bożej - jest najwspanialszy.
Matka Boża to znaczy istota wyższa nie tylko ponad wszystko, co jest na ziemi i na niebie,
ale nawet wyższa ponad wszystko, co Bóg może uczynić.
Matka Boża - to istota dopuszczona do przedwiecznej płodności Boga-Ojca, nad którą zdumiewa się całe niebo. Nawet najwyższe duchy niebieskie, Serafiny, nie zdołają pojąć godności tej, którą Słowo Przedwieczne nazywa swą Matką, a Ona Je swoim Synem. Wprawdzie to Słowo rodzi się przed wiekami tylko z Boga-Ojca, ale gdy z Miłosierdzia
ku nam stało się ciałem, wzięło to ciało z łona Maryi.

(...) Wszystkie dzieła Boże ukoronowane są Miłosierdziem. Ale największym Miłosierdziem Boga jest Odkupienie, czyli podniesienie człowieka z nędzy grzechu do godności dziecka Bożego. (...) Syn Boży przez śmierć uwolnił nas z więzów grzechu, wysłużył nam niewyczerpany skarb łask, z jakich korzystamy w Kościele, ustanowił nieustanną ofiarę,
w której posila nas swoim Ciałem. W tych niewysłowionych dziełach Miłosierdzia Bożego Maryja bierze czynny udział. Wydała bowiem na świat nie tylko człowieczeństwo Chrystusa, lecz Boga-Człowieka, Głowę mistycznego Ciała Jezusa, którego jesteśmy członkami,
a który jest dla nas Królem Miłosierdzia. Z tego tytułu Maryja jest Matką nie tylko Jezusa
- Głowy tego Ciała, ale i naszą - członków jego, Matką Miłosierdzia.

Już w Niepokalanym Poczęciu przysposobił Bóg Maryję na Matkę Miłosierdzia, uwalniając
Ją od grzechu pierworodnego. W chwalebnym Jej narodzeniu ujawnił przymioty Miłosierdzia
- Jej czyste delikatne ciało, niezwykłe zdolności umysłu i siłę woli, a przede wszystkim tkliwe, litościwe i niepokalane Serce. Wszak Zbawiciel miał nosić na sobie obraz i podobieństwo Matki, dlatego wypadało, by Maryja była wyposażona w najwznioślejsze cechy przyrodzone
i nadprzyrodzone. Przed taką to Dziewicą staje Archanioł i nazywa Ją "Łaski pełna"
oraz zapowiada Jej nową łaskę, że będzie Matką Jezusa, a przez Niego Matką wszystkich
Jego wyznawców - Matką Miłosierdzia.

(...) Maryja jest dla nas Matką Miłosierdzia, a miłosierdzie to zaczyna świadczyć już od Kalwarii. Odtąd każda łaska spływa na ludzi za pośrednictwem Maryi: Ona wzmacniała Apostołów w ich pracy. Ona wyjednała natchnienie Ewangelistom. Gdy zaś została wzięta do nieba, tym bardziej opiekuje się nami i wyjednuje nam Miłosierdzie Boże.
Może mamy do zanotowania niejeden błąd w życiu, Maryja pierwsza je opłakała. Może ktoś pogrążył się w grzech, Maryja wyjednała mu łaskę nawrócenia. Ile razy to powtarzało się, pozostanie tajemnicą Bogu tylko znaną, ale jeżeli to było często, stawaliśmy się przedmiotem szczególniejszych zabiegów naszej Matki Miłosierdzia. Ona to włożyła w usta nasze słowa: "Jezu, ufam Tobie" i oddaliła chwilę wiecznej i straszliwej kary.

W niebie się dowiemy o liczbie grzeszników wyrwanych przez Maryję z rąk sprawiedliwości,
a wieczność powie, czy wyrok ten może nie był wydany i na nas. Czuła jednak dłoń Matki Miłosierdzia spoczęła na ręku Jezusa, dzięki czemu On jeszcze raz cofnął wymiar kary. Zapewne wszystko pochodzi od Jezusa Najmiłosierniejszego, lecz wszelka łaska nam
udzielona przychodzi do nas przez Maryję.

(...) Dowodem tego są liczne miejsca cudowne, gdzie za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny ludzie doznają uzdrowień z chorób, pociechy w smutku, nadziei w rozpaczy.
Nie było to dziełem przypadku, że obraz Najmiłosierniejszego Zbawiciela, cieszący się czcią
i łaskami po całym świecie, został wystawiony po raz pierwszy u stóp Matki Miłosierdzia (28.IV.1935r. w Niedzielę Przewodnią), by go niejako zaaprobowała i poleciła.
Wobec tego zacieśnijmy bardziej jeszcze więzy łączące nas z Matką Miłosierdzia
i zaufajmy Jej bezgranicznie.

Trwajmy zawsze przy Niej, okazując swą ufność przez ciągłą modlitwę do Niej,
by powiększała w nas życie Najmiłosierniejszego Serca Jezusa. Bądźmy zawsze Jej dziećmi,
a dziećmi małymi, pokornymi, bez zbytniego ufania w swą wiedzę, cnotę lub zasługę.
Bądźmy jak ten bluszcz, który nie ma sam w sobie żadnego oparcia, a wspina się aż do wierzchołka najwyższych drzew, opierając się na nich. Tak oprzyjmy się o Matkę naszą,
a wzniesiemy się wysoko, jak Ona, w tym przeświadczeniu, że Ona nas dźwiga, tuli i przybliża do Najsłodszego Serca swego Syna. Gdybyśmy byli potężni i bogaci, nie potrzebowalibyśmy Matki, ale że jesteśmy słabi i mali, mamy prawo do ufnego uciekania się do Jej hojności. (...)

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, Matka Miłosierdzia pobudką ufności, WA 7/1952, s. 318-320)


Rozważanie XXIII
MODLITWA DROGĄ DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

Bóg w nieskończony swym Miłosierdziu przygotował każdemu z nas liczne łaski cnoty wlane, dary, owoce i błogosławieństwa, ale do otrzymania ich potrzeba z naszej strony modlitwy,
w której wyrażamy chęć otrzymania tych niezliczonych przejawów Miłosierdzia Bożego.
Wbrew naszej chęci, nawet Bóg nie udziela łask swoich.
Skoro z serca naszego wyrwie się jęk, prośba, westchnienie i kieruje się ku wszechmocnemu, wówczas bezzwłocznie wyciąga się ręka Jego ku nam, dźwiga nas, wyrywa z toni, osłania
i ratuje. Odwieczny plan naszego uszczęśliwienia rozwija się i dopełnia przez modlitwę.
Dopóki się nie modlimy, nie padniemy na kolana i nie powiemy w najgłębszym poczuciu własnej nicości:
"Okaż mi, Panie, miłosierdzie Twoje!" (Ps 84,8 - wg Biblii Wujka),
Bóg zwykle łask swych szczególniejszych nie udziela. Między modlitwą tedy
a Miłosierdziem zachodzi wiekuiste przymierze.

Bóg pragnie udzielać nam darów swoich bardzo hojnie ale uzależnił swe łaski od naszej woli, której nie chce krępować, od naszej modlitwy, która jest jakby kluczem do Miłosierdzia. Można je przyrównać do fontanny, tryskającej dla wszystkich zdrojami żywota, ale by z tej fontanny korzystać, trzeba do niej przybliżyć wiadro kornej i ufnej modlitwy. Rzucić się na kolana przed Bogiem, uchwycić swe serce i cisnąć do stóp Wszechmocnego, - oto rzetelne postępowanie
z Bogiem, jako z pierwszą Rzeczywistością, od której wszystko zawisło w czasie i w wieczności.
Dlatego Zbawiciel powiedział:
"Zawsze powinni się modlić i nie ustawać" (Łk 18,1).

Po czym poznać można, że dusza jest umarła? - gdy się nie modli. Po czym poznać,
że wraca do życia łaski? - kiedy zaczyna się modlić. Z dwóch łotrów na krzyżu jeden się modli
i idzie do nieba, a drugi bluźni i ginie. Modlitwa jest konieczna dla wszystkich: grzeszników
i sprawiedliwych. Bez modlitwy grzesznicy nie zerwą kajdan swych zastarzałych nałogów
i nie otrzymają Miłosierdzia Bożego. Bez modlitwy sprawiedliwi nie postąpią na drodze cnoty
i nie utrzymają się długo na jej wyżynach, lecz padną niebawem zwyciężeni pokusą.
(...) Bóg zstępuje do człowieka zachowując swa nieskończoność, a człowiek wznosi się
do Boga zachowując swą nicość.

Bóg pozostaje zawsze Panem na tronie, a człowiek pozostaje zawsze stworzeniem u stóp Jego tronu. Tam miejsce człowieka i tam, klęcząc, nabiera on dopiero prawdziwej wartości i radości: "Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna" (J 16,24).
(...) Jaki to bezmiar Miłosierdzia swojego obiecuje tym, którzy się będą modlić. Nie tylko otrzymają to, o co proszą, ale jeszcze w tym życiu pełnia radości będzie ich udziałem.
Tę obietnicę Pan Jezus potwierdza czynem.
Przypomnijmy sobie niewiastę kananejską, która z takim natręctwem prosi Jezusa o uleczenie jej córki. Pan Jezus - zdaje się - nie słucha jej, nie odpowiada i idzie spokojnie dalej, ale ona wciąż się modli! Jezus jest rozbrojony i wytrwałością tej poganki jakby zwyciężony:

"O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz! Od tej chwili
jej córka była zdrowa" (Mt 15,28)

Czy tylko się my sami modlimy? Czy tę czynność wykonujemy własnymi tylko siłami naturalnymi? (...) Jeśli Duch Święty jest sprawcą naszego uświęcenia, w którym modlitwa
tak ważną odgrywa rolę, to modlitwa ta musi w szczególniejszy sposób od Niego zależeć:

"Nikt też nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: Panem jest Jezus" (1 Kor 12,3).
On przede wszystkim pociąga nas do modlitwy, zapobiegając pierwszej i najszkodliwszej ułomności naszej, jaka jest niechęć do modlitwy. On ukazuje nam jej wzniosłość, konieczność
i potęgę, wlewając zarazem pewną tęsknotę za nią. Inaczej mówiąc, On daje ducha modlitwy, który jest jednym z najkonieczniejszych warunków jej skuteczności. Przyjmujmy takie natchnienie z wdzięcznością otwierając szeroko swe serce działaniu tego Pocieszyciela.

Duch Święty sprawia nadto, że się dobrze modlimy. On przenika głębie serc naszych i wie najlepiej, czego nam potrzeba do zbawienia. On podsuwa nam to właśnie, o co mamy się modlić i co prowadzi nas do doskonałości. On uczy nas również dobrego sposobu modlitwy napełniając nas pobożnością, gorliwością, ufnością i wytrwałością.
(...) Oto jak ścisła jest łączność Ducha Świętego z modlitwą, która jest drogą do Miłosierdzia Bożego, a zarazem i sama w skuteczności swojej - dziełem tegoż Miłosierdzia. Mamy przeto dziękować Mu, że dał nam tak ważny środek do otrzymania łask i jednocześnie wspiera nas przy korzystaniu z tego środka.

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, Miłosierdzie Boga w dziełach Jego, Paryż 1962, t. III, s. 148-151.)


Rozważanie XXIV
POTRZEBA MODLITWY

Trzeba zawsze się modlić. Modlitwa nieustanna - nawyknienie do modlitwy potrzebne jest każdemu chrześcijaninowi. Wszyscy otrzymali jej dar przez chrzest św. Duch Święty daje nam natchnienie, byśmy wołali do Boga - Abba, Ojcze. Jest to dar, łaska i potęga, która się mieści
w głębi każdej cnoty, której bez modlitwy uzyskać nie można. (...) Modlić się i otrzymać miłosierdzie to jest to samo, co posiadać Serce Boga i zbawienie duszy.

Trzeba się modlić z ufnością dziecięcą, która nam każe udawać się do Boga jak do Ojca,
który nigdy nie odmawia. Jest to dar Ducha Świętego, który cenić mamy i starać się
o utrzymanie go. Z łaską bowiem jest tak, jak z dzieckiem w porządku naturalnym.
Potrzebą dziecięcia jest prosić matkę, udawać się do niej ze wszystkim, czego potrzebuje,
i czynić to z ufnością, która jest znakiem miłości. Jeżeli dziecko o nic nie prosi, oznacza to,
że nie kocha swej matki.

Cóż uczyni Pan z łaskami, których ma pełne ręce, jeżeli o nie prosić nie będziemy.
Trzeba zmusić dobroć Bożą do działania, skłonić Miłosierdzie Boże do czynnego zajęcia się rozdawaniem łask, prosząc o nie z ufnością; trzeba iść do Boga z nędzami naszymi,
gdyż wobec Boga nigdy nie możemy być dosyć pokornymi. Zarazem pamiętajmy, że chociaż grzesznicy, jesteśmy dziećmi Ojca, dlatego uderzajmy w ten tytuł, który się Bogu podoba.

(...) Trzeba się modlić z prostotą, przedstawić się takim, jakim jesteś, ze zdolnościami
i środkami, jakich ci Bóg udzielił.
(...)Trzeba również urozmaicać modlitwę, zmieniając intencje, prosząc raz o to, drugi raz
o co innego. (...) Trzeba nadto mieć talent wynalazczy w modlitwie, czerpać ją z duszy,
z głębi serca podniesionego do stanu nadprzyrodzonego. Nieraz silimy się, jak gdyby modlitwa miała powstać w umyśle i sercu, a przecież one należą do władz naturalnych człowieka.
Nie wiem jakiej pysze należy przypisać, że modlący sądzi o jakości modlitwy według czynionych przez niego wysiłków nadzwyczajnych.
Przecież do tego sami z siebie zdolni nie jesteśmy, gdyż Duch Święty, Duch Jezusa Chrystusa wspiera nieudolność naszą i modli się w nas wzdychaniem niewymownym. Jeżeli modlitwa
od Niego pochodzi, z serca, przebija niebiosa i wszystko otrzymuje. Modlitwa więc ma być bardziej prostą, aniżeli ją nam szatan przedstawia. Milczeć, zwalczać przeszkody,
aby Duch Święty w nas działał, łączyć się z modlitwą Jego - oto ćwiczenie i siła modlitwy.

Trwać na modlitwie, oto nowa jej cecha. (...) Nie krępować siebie książkami do nabożeństwa,
a raczej modlić się duchem wiary, z poddaniem się woli Bożej, wielbiąc Jego istotę,
Jego piękno, Jego wielkość i dobroć - oto co nie ulega złudzeniu. (...) Nie zawsze możemy
mieć nowe myśli, ale zawsze możemy zwracać ku Bogu swe uczucia, w których łączą się wszystkie władze duszy. Dzięki takim modlitwom święci tworzyli dzieła wielkie, przebiegali świat cały i zamieniali pracę w modlitwę. (...)

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, Rekolekcje, T. XLIII, mps, s. 9-11)


Rozważanie XXV
O DUCHU WIARY

"Dodaj nam wiary" (Łk 17,5).

Tak Apostołowie prosili Zbawiciela o pomnożenie w nich wiary, rozumiejąc, że wiara jest łaską, darem Miłosierdzia Bożego, którego sami z siebie nie są godni i dlatego pokornie proszą o ten dar jako o największe dobrodziejstwo. Zbawiciel odpowiedział: "Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, a byłaby wam posłuszna" (Łk 17,6). Tu Chrystus mówi o potędze wiary, aby zachęcić uczniów do jej pragnienia i prośby o nią.

Jest ogólne prawo na świecie, że wielkie rzeczy zwykle mają mały początek: z małej iskry powstaje wielki pożar, z małych nieporozumień - wielkie gniewy, a nieraz i wojny, z małego ziarnka wyrasta wielkie drzewo. Do ziarnka Zbawiciel porównał Królestwo Boże - królestwo łaski, które wciąż wzrasta przy współpracy człowieka. "Królestwo niebieskie podobne jest
do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli" (Mt 13,31).

Przy chrzcie św. wlał Bóg do duszy naszej łaskę wiary. (...) Ta wiara była jeszcze w zarodku
i nie zawsze kierowała naszymi czynami, potem powoli wzrastała i rozwijała się,
aż wreszcie urosła do rozmiarów, że objęła wszystkie władze duszy.

(...) Wiara jest ot uznanie za prawdę, co Bóg nam objawił i przez Kościół podał do wierzenia, - jest to hołd, jaki nasz rozum składa bez zastrzeżeń prawdomówności Boga (...) "Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie" (J 14,6).
Otóż przyjmując to świadectwo Chrystusa i poddając swój rozum słowom Jego, wykonujemy
akt wiary, który często powtarzany wyrabia ducha wiary.

Aby się z Boga narodzić i być dzieckiem Boga, trzeba uwierzyć i przyjąć Chrystusa.
Świat zna tylko życie naturalne i podziwia to, co błyszczy, oceniając wszystko z pozorów,
a ignoruje życie nadprzyrodzone. Wprawdzie wysiłkiem woli i wytrwałości można dojść
do pewnej doskonałości naturalnej, ale między nią, a życiem nadnaturalnym istnieje przepaść nie do przebycia. Wiara wynosi duszę ponad cały świat przyrodzony i daje nam zwycięstwo
nad światem oraz wprowadza w sferę, do której oczy świata nie sięgają.
"wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu" (Kol 3,3).

(...) Życie łaski otrzymane na chrzcie jest ziarnem, z którego ma wyrosnąć świętość
(...) chrześcijanina, gdyż wiara (...) jest fundamentem i korzeniem. Kto więc chce wejść
na szczyty doskonałości i kontemplacji, winien ugruntować się w wierze.
Jak drzewo czerpie swa siłę z korzeni, tak życie chrześcijanina z wiary: ona jest nieodzownym warunkiem wszelkiego życia, wszelkiego postępu duchowego i szczytu doskonałości.
(...) Wiara ma być korzeniem wszystkich czynności całego życia naszego: czy w kościele,
czy przy stole, czy w podróży - wszędzie ma nas ożywiać duch wiary.
Są ludzie, co tylko w pewnych okolicznościach ożywieni są duchem wiary, np. na modlitwie, przy słuchaniu (odprawianiu) Mszy św. itp., ale gdy przechodzą do zajęć codziennych, zapominają o Bogu i (...) wierze.

(...) Tylko w pewnych okolicznościach robią użytek z wiary, a poza tym dają jej urlop. Takie życie wydane jest na łaskę i niełaskę wrażeń, skoków, temperamentów, humoru, pokus itp.:
jest to życie niepewne i chwiejne, zmienia się dnia każdego zależnie od kapryśnej busoli,
która nimi kieruje. Lecz gdy żyjemy z wiary, gdy ona jest korzeniem i źródłem całej naszej działalności, wtedy życie nabiera mocy i stałości mimo trudności z zewnątrz i z wewnątrz, mimo ciemności, przeciwności i pokus. Wówczas bowiem oceniamy wszystko jak Bóg ocenia, uczestniczymy w niezmienności, stałości Boga.

(...) Prośmy (...) często Boga o światło wiary, która jest darem Bożym. Otrzymaliśmy go
na chrzcie św., ale obowiązkiem naszym jest rozwijać ten dar i wołać z Apostołami:

"Dodaj nam wiary" (Łk 17,5). Wołajmy często do Zbawiciela, jak wołał ojciec dziecka opętanego: "Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!" (Mk 9,24). Rozwijajmy i wzmacniajmy
wiarę przez odpowiednie akty nie tylko podczas ćwiczeń duchownych, ale i podczas zwyczajnych zajęć. Patrzmy na wszystko okiem wiary, a unikniemy szablonu,
który jest jednym z największych niebezpieczeństw w naszym życiu.
Przenikajmy wiarą najdrobniejsze nasze czynności, codziennie od poranka do nocy,
a im bardziej postąpimy w wierze, im ona będzie mocniejsza, żarliwsza i czynniejsza,
- tym bardziej obfitować będziemy w radość i pokój, gdyż wobec rozszerzenia się nowych horyzontów, będzie się wzmacniać nadzieja nasza i potęgować miłość Boga i bliźniego. (...)

(Sł. B. ks. M.Sopoćko, Rozważania o Miłosierdziu Bożym i konferencje.
O duchu wiary, AAB, T. LVII, mps, s. 256-260)

 

 

DALEJ >> rozważania XXVI - XXXII

<< POWRÓT do części I

<< spis treści
www.faustyna.eu

do góry

 

 

Prawa autorskie zastrzeżone © Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego
Kopiowanie tekstów i obrazu Jezusa Miłosiernego dozwolone wyłącznie
z podaniem pełnej nazwy źródła pochodzenia lub aktywnym linkiem do strony www.faustyna.eu